18.09.2017

Bolt Action 39 - Modułowe drogi


Chciałem napisać sporo o rzeczy która zajęła mi mnóstwo czasu po pracy. Przywalić taką solidną ścianą tekstu o tym dlaczego, po co, jak oraz czym znów maziałem. Pochwalić się beznadziejnymi zdjęciami z WIP-ów, które robiłem telefonem przed pracą by wysłać znajomym. Pstryknąć parę farbek. Pokląć na nieistniejący już KK-Gaming (obecnie wchłonięty przez TMS) za ich jasnozielony mix trawki oraz ZEROWĄ zgodność z matą trawiastą. Opisać jak do 3 w nocy zdzierałem nad umywalką starą trawkę by zastąpić ją później własnym mixem trawek NOCH'a. Jak kombinowałem z przechowywaniem dróg by trawka elektrostatyczna na rantach nie uległ pognieceniu.

Prawda jest taka, że mi się nie chce o tym wszystkim pisać. Wątpię również by ktokolwiek chciał o tym czytać. Żyjemy w czasach w których "obraz wystarcza za tysiąc słów" i jeśli pojawią się jakieś szczegółowe pytania (w co wątpię) postaram się odpowiedzieć na nie w komentarzach .

Plan
Rozrysowane warianty modułów oraz testy ile modułów danego typu będzie potrzebnych.


Koleiny na modułach drogi
Patyczek do lodów, izolka, spinacz do papieru, 2 rurki od Plastruct, zapasowe koło z zestawu Sd.Kfz 251/1 ausf D od Warlorda.



Gotowe drogi
Łączna długość w linii prostej to 5 metrów i 10 centów. Ilość i wariacje dają możliwość budowy prawie dowolnej kombinacji na stole 180 x 120 cm.





Przechowywanie
Pojemnik 39 x 33,5 x 18 cm. Pokrywka obowiązkowa by trawka elektrostatyczna nie zbierała kurzu. Rozdzielacze to 5mm podkłady pod panele podłogowe.



11.08.2017

Odlewy z gipsu cz.4 - Magiczny płyn


W poprzednich wpisach zasugerowałem że stolik wibracyjny robi około 75% roboty przy odpowietrzaniu formy. Czas na kolejne 24%. 75+24=99. Nie moi drodzy, to nie pomyłka. Brakujący procent omówię na samym końcu.

Trochę teorii po co to robimy
Rzecz z którą musimy się zmierzyć to napięcie powierzchniowe wody. W zakamarkach formy zdarza się (dość często) że zagubi się pęcherz powietrza. Z jednej strony mamy drgania, z drugiej to czasem zbyt mało by cholera wylazła na zewnątrz. Używamy zatem płynu który zmniejsza napięcie powierzchniowe lub po prostu sprawia że ścianki są "śliskie" i nasz małe, niechciane bydle, łatwiej "wyślizguje" się z formy.

Co będzie potrzebne
  • nabłyszczacz do zmywarek
    (sklep osiedlowy z działem gospodarstwa domowego albo market / hipermarket). Próbowałem namierzyć w Polsce ten którego używał Bruce. Niestety z mizernym skutkiem. Zadowoliłem się zatem nabłyszczaczem z tej samej firmy.
  • szklana pipeta
    (do dostania w aptece)
  • pojemnik wraz spryskiwaczem
    (użyłem butelki po Octenisept 50ml)
  • woda
    (dostępna w kranie o ile płacicie rachunki za wodę).

Dwa sposoby pracy z płynem 
Pierwszy sposób omówił w wideo sam Bruce. Do pojemniczka (tak na oko 50ml) dodajemy 2 krople płynu. Ani mniej, ani więcej. Wstrząsamy przed użyciem i następnie spryskujemy wnętrze formy PRZED zalaniem gipsu (około 20 psiknięć) pozostawiając wodę z płynem w formie. Bruce radził by były to DOKŁADNIE 2 krople, gdyż jeśli damy za dużo, otrzymamy więcej bąbli w finalnym odlewie niż mieliśmy do tej pory.

Sposób drugi to własne doświadczenia z pracy z gipsem budowlanym oraz nieco zmodyfikowane użycie "patentu". Pipetę zapełniam mniej więcej w połowie i wlewam płyn do pojemnika. Następnie zalewam butelkę prawie po korek. Podobnie jak poprzednio, wstrząsamy by płyn wymieszał się z wodą. Różnica polega na tym że przy takim stężeniu płynu nabłyszczającego nie możemy go pozostawić w formie. Więc najpierw spryskujemy (około 15 razy) zagłębienia formy, czekamy parę sekund, odwracamy formę i delikatnie staramy się wytrzepać płyn zebrany w środku. To co pozostanie na ściankach powinno wystarczyć. Dopiero po tej czynności wlewamy gips.



Brakujący 1%
Ten 1% po prostu będzie się zdarzał. W każdym procesie istnieje pewna, mniej więcej stała, liczba odrzutów i tutaj nie będzie wyjątku. Zamiast się załamywać trzeba po prostu do tego przywyknąć. Każdy materiał ma swoje wady i zalety. Gips budowlany z pewnością nie ma wytrzymałości gipsu dentystycznego 5 klasy ale... w przypadku pojawienia się pęcherzy powietrza na finalnym odlewie, można łatwo nożykiem modelarskim obrobić krawędzie bąbla i zamaskować w ten sposób ubytek.

Ostatni wpis (ufff!) wieńczący całą serię postaram się umieścić pod koniec przyszłego tygodnia. Podsumowanie dotychczasowych 4 części w tym rzeczy które się "przydadzą" w trakcie odlewania oraz może, jak się uda, jakiś plik wideo z samą czynnością odlewania gipsu.

Odlewy z gipsu cz.3 - Spis części do budowy stolika wibracyjnego


Czas już chyba nastał by zasiąść i dokończyć ostatnie 2-3 wpisy dotyczące stolika wibracyjnego i odlewania z gipsu. Jedziemy.

Narzędzia:
  • pistolet do klejenia
  • mini śrubokręt płaski / krzyżak
  • zwykły płaski śrubokręt
  • nożyk modelarski
  • nóż segmentowy do nacięcia blatu w 2 miejscach.
  • kombinerki do zaciskania kabli w konektorach żeńskich
  • taśma izolacyjna do zabezpieczenia boków blatu

Materiały:
  • Silnik indukcyjny 15W (pracujący na zasilaniu zmiennym 230V) do suszarek z firmy Niewiadów.
    cena: 24 PLN
  • Regulator obrotów wentylatora / Regulator silnika indukcyjnego 230V w opcji zmontowanej. ARLI i AVT oferują w tej samej cenie. Ja użyłem regulatora ARLI. Jeśli ktoś nie ma doświadczenia w lutowaniu (jak ja) i jestem kompletnym laikiem (również jak ja) polecam kupienie gotowej złożonej płytki a nie samych podzespołów.
    cena: 53 PLN
  • Przełącznik kołyskowy 250V do wyłączenia całego układu. Lubię bajery to wziąłem z czerwonym światełkiem. Ze światełkiem jest droższy. Prosty bez bajerów wystarczy.
    cena: od 1-3 PLN
  • Obudowa z panelem. Proponuję Z112B choć ja użyłem Z2A. Przy wyborze należy kierować  się wymiarami większymi niż regulator który zakupimy.
    cena: 14-15 PLN
  • Kabel zasilający płaski.
    cena w markecie budowlanym: 4-8 PLN
  • Koszulka termokurczliwa na przewód 1.5mm
    cena: 1-2 PLN
  • Przelotki gumowe na kabel zasilający wchodzący i wychodzący z obudowy. Żeby przez nieuwagę nie wyrwać kabla z regulatora / przycisku. Kupujecie takie jakiej grubości użyliście kabel zasilający. Można zrobić zabezpieczenie z pasków samozaciskowych zalewając następnie otwory gorącym klejem. Rzut na estetykę będzie wykonywany z modyfikatorem -5.
    cena: 1-2 PLN sztuk 2.
  • Dystansy do śrub 3mm aluminiowe, metalowe lub plastikowe. Do pozycjonowania regulatora w środku obudowy. Kupujecie do długości śrub / wysokości obudowy.
    cena: 4-8 PLN
  • Śrubki 3mm z nakrętkami. Potrzebne do dystansów, obudowy. Użyłem kilku śrubek 3x12mm do obudowy Z-2A. Do Z112B pewnie też się nadadzą.
    cena: 3 PLN za opakowanie
  • Śrubki 2.5mm z nakrętkami. Potrzebne do zrobienia wraz z wnętrzem z kostki elektrycznej uchwytu / ramienia pseudo mimośrodu który wprawi nasz silnik w drgania. Użyłem 2.5x20mm.
    cena: 3 PLN za opakowanie
  • Kawałek płyty pilśniowej 2-3mm lakierowanej z jednej strony o wymiarach 20x20-25 centów. W markecie budowlanym przytną na miejscu.
    cena: około 4-5 PLN
  • Klasyczne kostki elektryczne 2.5mm do połączenia kabli
    cena: 3 PLN za rządek
  • Klasyczna kostka elektryczna 4mm do zrobienia obejmy na wał silnika - będzie podstawą do pseudo-mimośrodu.
    cena: 3 PLN za rządek
  • Obejma / opaska zaciskowa tak by średnica przelotu była około 6-6.5 centa.
    cena w markecie budowlanym: ~5 PLN za 2 sztuki
  • Konektory żeńskie szt. 4 do przycisku ON/OFF.
    cena: jakieś grosze w elektrycznym
  • Nakrętki o średnicy 1cm do mimośrodu. Sztuk 2.
    cena: jakieś grosze
  • Gąbka do zmywania naczyń sztuk 1.
    cena: jakieś grosze / zabierzcie żonie 

Razem około 130 złotych. Plus minus kilka w tę lub tamtą.

To co mogę i w sumie muszę doradzić to rozpoczęcie poszukiwań sklepu z podzespołami elektrycznymi w okolica zamieszkania. Tak, takiego staromodnego zwykłego sklepu gdzie można kupić kabel, konektory, złączki a pewnie gdzieś na szafce znajdą się również obudowy. Przy odrobinie szczęścia traficie na fachowca który doradzi parę rzeczy. Zresztą, takie relikty czasów gdy sprzęt opłacało się naprawiać / robić samemu, mają swój niepowtarzalny urok. Markety budowlane dodatkowo potrafią narzucać naprawdę horrendalną marże na najmniejsze duperele i myślę że około 25% pozycji z rozpiski tam nie znajdziecie.

Oczywiście sporo materiałów zapewne będziecie mieć w domu. Nakrętki, śrubki, złom z kablem zasilającym. Mogą zostać jakieś stare dystanse z obudowy / podzespołów z komputera. Paski samozaciskowe do spięcia kabli raczej każdy szanujący się kierowca powinien wozić w aucie. Jeśli macie jakiś stary zepsuty wiatraczek na biurko możecie wymontować z niego silnik (sprawdzając wcześniej czy przypadkiem nie był na prąd stały gdyż trzeba będzie kupić regulator obrotów DC zamiast AC). Niestety opisane śrubki, nakrętki oraz wnętrza kostek elektrycznych mogą wtedy nie pasować. Płyta pilśniowa nie musi być lakierowana. Jeśli posiadacie surową wystarczy przejechać ją 2-3 razy resztką farby latexowej do ścian lub obkleić za pomocą kawałka grubej, plastikowej siatki zakupowej i taśmy izolacyjnej. Ważne by woda nie wypaczała nam blatu zrobionego z płyty.

Wnioski po próbach:

Wniosek 1
Najwięcej prób (nieudanych) zdarzyło mi przeprowadzać z blatem stolika. W pierwszym zamyśle chciałem użyć 5mm plexi z której z łatwością ściągałbym zaschnięty gips. Niestety okazało się że sztywność materiału oraz jego waga wpływają bardzo negatywnie na przenoszenie drgań. Mówiąc bardziej szczegółowo prawie wcale ich nie było. Próbowałem zatem z 3mm HIPSem. Trochę lepiej ale wciąż niewystarczająco. Dopiero płyta pilśniowa wygrzebana gdzieś z schowka sprostała wymaganiom.

Wniosek 2
Mocowanie silnika do płyty. Tutaj niestety nie ma gotowego przepisu. Ma być nie za luźno, ale też nie za ciasno. Silnik musi drgać od siły odśrodkowej i nie uciekać z obręczy. Kalibrować całość nie musimy za pomocą kolejnych zalań gipsu, wystarczy pojemnik na wodę i tak z pół litra (wody). Pozwoli nam to zaobserwować jakiego rzędu drgania uzyskujemy po dociśnięciu pojemnika z wodą do stoliku.

03.08.2017

Figurkowy Karnawał Blogowy, edycja XXXVI : "Rany i obrażenia, których dostarczyło figurkowe hobby" - O przysłowiowy włos.

Na pierwszy rzut oka zdjęcie poniżej może sugerować nieudaną próbę samobójczą niestabilnego emocjonalnie nastolatka. Problem jednak w tym że "bycie nastolatkiem" definitywnie zakończyłem naście lat temu i nie była to próba samobójcza lecz... próba rozcięcia dwóch sklejonych podstawek.


Zdarzyło się to 17 sierpnia roku Pańskiego 2015.
Niespełna 2 lata temu. Tegoż wieczoru, autor bloga, postanowił oddać się czynności zwanej potocznie "odzyskiwaniem" podstawki. Podstawka, zrobiona z dwóch kółek HIPSowych wycięta cyrklem Olfy, nie przedstawiała żadnej większej wartości. Nie była to turbo limitowana edycja świętego Graala wydana u zarania dziejów GW a biorąc pod uwagę ilość czasu oraz materiału zużytego na nią, oscylowała w cenie około 25-35 groszy. Po prostu jestem leniwy i wpadłem na "świetny pomysł" że szybciej i lepiej będzie rozciąć to co mam, niż stracić kilka minut na powolnym kręceniu cyrklem (od którego bolą mnie palce). Po paru minutach doszło do mnie że prosto nie będzie no ale jak to u facetów. Powiedziało się A. Trzeba powiedzieć B.

Pamiętam że dokładnie sekundę przed tym jak ostrze noża modelarskiego wreszcie przeszło przez sklejone dwie warstwy pomyślałem sobie:

"Kurde. Chyba za dużo siły w to wkładam a ostrze powinno być zwrócone nie w tą stronę".

Sklejony HIPS ustąpił. Siły nie udało się skontrować ani zmienić jej kierunku. Dziesiąte części, dziesiątej części sekundy. Poczułem delikatny ból, szczypanie i wewnętrzna część nadgarstka, bez zbędnych fajerwerków w postaci fontanny, szybko i metodycznie zaczęła pokrywać się krwią. Krwią pokryłem również całą drogę od biurka do umywalki. W łazience, na spokojnie, chciałem zobaczyć "co ja właściwie k**** zrobiłem" ale panikująca żona i jej wrzaski przeszkadzały w obserwacji. Po paru minutach gdy naczynia krwionośne same się obkurczyły żona, która się już nieco uspokoiła, założyła opatrunek i zaciągnęła mnie na szycie na SOR.

Na SORze jak to o po 22:00. Z rozciętym nadgarstkiem czeka się 2 godzinki w zacnej atmosferze ludzi przy których boleściach i opowieściach człowiek stwierdza że w sumie nic mu nie dolega i powinien już wracać do domu. No ale wiecie, rozumiecie... żona pilnuje. Hydra jedna.

Wywołują nazwisko więc idę. Kładę się. Mówię co, jak i gdzie. Że przeciąłem skórę właściwą, krwawienie średnie. Że w sumie nie wiem czy szwy będą potrzebne i jeśli lekarz byłby tak miły i sprawdził czy w środku jakieś opiłki z plasticardu nie pozostały. Chirurga po chwili poznaję. Co prawda jest z innego szpitala... Facet kroił mnie kilka lat temu, może miejsce pracy zmienił? Zastrzyk, odkażenie, otwarcie rany, podłubanie, ukłucia od szycia. I zdania które wypaliły mi się w mózgu trwalej niż cokolwiek innego przez te wszystkie lata:

"Miał pan szczęście. O włos pan minął nerwy i ścięgna. Gdyby panu nóż poszedł milimetr dalej to bym panu już radził zapisy na rehabilitację z powodu utraty sprawności w dłoni."

Zatkało mnie. Pierwszy raz tego wieczoru oblał mnie zimny pot. Lewą ręką się nie podcieram ale około 50-60% mojej pracy na sofcie graficznym to skróty klawiszowe obsługiwane właśnie lewą ręką... Kilka kolejnych dni to było prawdziwe piekło. Żona zakazała hobby dając jasno do zrozumienia że nigdy więcej żadnych ostrych narzędzi w domu nie chce widzieć. A o krojeniu plastikowych i metalowych ludzików to mogę już do śmierci zapomnieć. Zaś ja... nieśmiało sprawdzałem czy na pewno mogę zgiąć wszystkie palce w dłoni. Pierwsze dni po L4 również do lekkich nie należały. Nadgarstek rwał bólem po połówce przepracowanego dnia. Z czasem jednak wszystko wróciło do normy. Pozostała blizna.

Blizna stanowi przypomnienie jak z powodu lenistwa i głupoty omal nie spieprzyłem sobie dłoni. Przypomina również że:

Cokolwiek robisz, zastanów się 10 razy jak ułożyć ostrze, by nie było zwrócone w twoją stronę.

---

EPILOG:
Wspomniałem że poznałem chirurga?
Tak, to był chirurg z szpitala X, który właśnie skończył tam dyżur i przyjechał na "świeży" do szpitala Y. Kazali poleżeć, to leżę. Chirurg poszedł więc patrzę na jego asystenta. Cichy taki, minę ma nietęgą. Stawiam na zmęczenie i pytam:

- "Długo już ciągnięcie?"
- "Lepiej żeby pan nie wiedział."

04.07.2017

Bolt Action 39 - Konwersja z PPD-40 na PPD-34 (techniką 4 cięć i 2 skrobnięć)

Jak udowodniłem wcześniejszym wpisem, ktoś kto chciałby użyć plastikowych Sowietów od WARLORD'a na lata 1938-1939 nie ma łatwego życia. Dzisiaj zajmiemy się pistoletami maszynowymi. Konkretniej to pistoletom maszynowym PPD.

Z opcji dostępnych na ramkach mamy jedynie PPD-40 które w najlepszym razie mogłoby udawać po paru głębszych i w kompletnej ciemności PPD-34/38 w trakcie wojny sowiecko-fińskiej (1939-1940). Proponuję byście poszli o krok dalej i zafundowali sobie niemalże koszerne PPD-34 na konflikt graniczny sowiecko-japoński w Mandżurii (1938-1939) oraz agresję sowiecką na Polskę (17.09.1939). Żeby zrozumieć co będziemy robić warto przyjrzeć się poniżej różnicom w 3 wersjach tego pistoletu maszynowego .



Plan i Start
Obszarem naszej ingerencji będzie wycięcie magazynka bębnowego i zastąpieniem go magazynkiem łukowym oraz takie "oskrobanie" pozostałości po magazynku bębnowym by "udawały" ciągłość drewnianego łoża. Napisałem w tytule że 4 cięcia i 2 skrobania? Nie kłamałem.
Jedziemy z koksem!



Cięcie 1 - 2
Tnąc od góry usuwamy wystające części magazynka bębnowego poza łoże.

Cięcie 3
Odcinamy od dołu pozostałość po magazynku bębnowym do linii łoża.

Skrobanie 1 - 2
Zeskrobujemy niewielką część łoża z prawej i lewej strony, by ukryć drobne wgłębienia po obejmie lufy oraz magazynku. Kilka razy wystarczy. Testujemy delikatnie nożykiem czy przejeżdżając po powierzchni wyczuwamy nadal wgłębienia.

Cięcie 4
Z dwóch dostępnych PPS-43 oznaczonych na ramce z bronią jako pozycja O wybieramy ten z gładkim magazynkiem i odcinamy go poniżej gniazda magazynku.

Finał
Sklejamy nasze obrobione PPD z magazynkiem i ... to już koniec. Oczywiście można się przyczepić że otwory w osłonie lufy są inne lub że pozostały drobne niedociągnięcia jak reszta obejmy na lufie. W tej skali ma to naprawdę niewielkie znacznie. Konwersja miała być prosta i idiotoodporna. Mam nadzieję że taka właśnie jest.

03.07.2017

Bolt Action 39 - Sowieckie problemy z Mosinami

Gdy tylko pierwsze promienie słońca zaczęły ogrzewać ziemię, lód skuwający myśli Frostgrave'm zaczął odtajać i w odwilży która nadeszła, poczuć można było pierwsze zapachy prochu. Zapach Bolt Action. Temat narodził się jakoś przypadkiem, w trakcie rozmów z Miśkiem i to chyba on  był prowodyrem całego zamieszania które nastąpiło i nadal trwa. Rozmawialiśmy o Mandżurii, o potyczkach na granicy sowiecko-japońskiej. O wczesnej wojnie niezdominowanej przez ciężkie czołgi. Pojazdy pancerne które z jednej strony nie kosztują 1/3 rozpiski, z drugiej strony z racji wczesnej wojny potrafią dopiec solidnie piechocie. O tym że było o wiele więcej stron konfliktu i że "szanse" były nieco bardziej wyrównane. O różnych dziwnych rzeczach zdarza mi się z Miśkiem gadać.

Wracając do pomysłu, opierałem się dość długo, gdyż wrodzone skąpstwo Krakusa skutecznie blokowało "głupie pomysły" zakupu nowych figurek, którymi zapewne zagram raz na ruski rok. Kusy nabywając Niemców i Polaków postawił nas przed faktem dokonanym i nie pozostawił możliwości by rozmowy zakończyły się jedynie na słowach. Wybrałem Sowietów.

  • Pierwszym problemem okazały się stroje naszych krasnoarmiejców. Naszukałem się i znalazłem informację że jako takie kurtki watowe armia sowiecka zaczęła używać w latach 30 zeszłego stulecia (z czego dostępne są zdjęcia nawet z ichniej wojny domowej). Na tym etapie ta informacja była wystarczająca.
  • Drugim problemem były hełmy. Powinny być w przeważającej większości Ssh36 ale Ssh39 i Ssh40 również obleci. W tej skali nie ma to większego znaczenia.
  • Doktorat z nakryć głowy pozwolił stwierdzić że można legalnie i bez przeszkód pakować czapkę na głowy NCO w drużynach. Zmiana na furażerkę była podyktowana przede wszystkim tańszą produkcją.

I wszystko niby pięknie, i wszystko niby ładnie gdyby nie... ramki z bronią dla 40 chłopa:




Pozwoliłem sobie wyszarzeć broń której w roku 1939 Sowieci nie posiadali. Zacznijmy od klasycznych karabinów. Wśród "niekoszernych" znajdziemy zarówno SVT-40 jak i jednego z mosinów.

  • Pozycja X czyli SVT-40. Owszem, była wersja SVT-38 ale pierwsze testy w warunkach bojowych były przeprowadzone dopiero w trakcie działań w wojnie zimowej. Czyli odpada.
  • Pozycja D czyli Mosin z składanym na bok bagnetem, jest również kontrowersyjny (i niekoszerny). Ten typ bagnetu został zastosowany w karabinach M44 oraz M44L co już powinno wzbudzić u Was czujność rewolucyjną towarzysze. Karabin podpisany jako Mosin-Nagant M91 rifle (folded bayonet) z tego co udało mi się ustalić rzeczywiście istniał lecz... był powiązany z krótką serią bagnetów wyprodukowanych w roku 1943. Informację udało mi się namierzyć dzięki wpisowi Alexanderowa Yushchenko (Ratnik), autorowi książki: "M91/30 Rifles and M38/M44 Carbines in 1941-1945".

    "10000 were ordered in December 1943, and 10000 in January 1944. Possibly some quantity was produced before and after these months"
    oraz:
    "I should update my post. December 1943 order contained 5000 rifles with folding bayonet"

  • Pozycja B to PTRD-41. Odpada gdyż przed 41 nie posiadali na stanie karabinów ppanc.
  • Pozcyja L to PPD-40. Owszem były warianty 34 oraz 34/38. Ta jednak konkretna wersja (PPD-40) była wynikiem doświadczeń po wojnie zimowej. Teoretycznie, można wsadzić i pomalować tak by w słabym oświetleniu i po wcześniejszym wypiciu paru głębszych udawało PPD-38. W  kolejnym wpisie jednak postaram się pokazać jak zrobić dla wczesnych Sowietów wersję PPD-34.
  • Pozycje M, O to PPSH-41 oraz PPS-43. Nie te lata drogie dzieci.



Mamy zatem 3 wypraski a na każdej z nich 8 karabinów typu Mosin. Lunetę jesteśmy wstanie ładnie wyciąć. Czyli 24 karabiny na 40 chłopa. Jedyną sensowną opcją jest dokupienie osobno ramek z bronią od Warlorda w stosunku: 1 ramka broni na 1 ramkę piechoty. Choć po prawdzie najsensowniejsze i najbardziej ekonomiczne byłoby powiedzenie Miśkowi żeby się jeb**ł w łeb z tym pomysłem. On skleja sobie japońców, Kusy ma metal więc nic nie skleja zaś ja kombinowałem jak żyd w trakcie okupacji skąd tu dodatkowe Mosiny wziąć. Finalnie ograbiłem Kusego z Tales-from-the-basement i zamówiłem nadprogramowe 5 wyprasek. Teraz to tylko jeszcze wszystko skleić...

04.05.2017

Frostgrave - Tokeny skarbów

Brak czasu, niemoc twórcza, chwilowy brak weny, poszukiwanie koncepcji. Tak wiele ładnych określeń i wymówek na zwyczajne, niczym nieskrępowane, ordynarne lenistwo. Ostatnio poddałem krytycznej analizie to czego nie lubię w tym hobby. Definitywnie jest to malowanie. Malowanie czegokolwiek i jakkolwiek (a już podkład "smoły" na gipsie w szczególności). Jak się już zabiorę to jakoś to idzie, ale samo zabranie się... o Chryste.

Kupowanie? Jasne! Poszukiwanie pomysłów? Pewnie! Opracowywanie całościowej koncepcji i klimatu? Oh... uwielbiam to. Malowanie? Może bym garnki umył... albo dom odglebił...

No ale wracając. Postanowiłem zrobić własne tokeny skarbów do Frosta. Chciałem by były nieco "bogatsze" od tych które oferuje Northstar Miniatures ale bez przegięcia w drugą stronę (vide Rituals Market). Pogrzebałem po szafkach, powzruszałem się wyciągając w większości wciąż niewycięte z ramek Skaveny z 6ed. (Clanrats'y i Plague Monks'ów), dodałem trochę śmieci i ... jest! Jak na podstawowe tokeny wyszło moim zdaniem całkiem zgrabnie. Nie powalają ale nie powodują również odruchów wymiotnych. Znać że styknie bo spełnia wewnętrzne "good enough".


Bitsy które zużyłem na to badziewie:

  • mieszek, książka, scrolle, kryształ (GW - Skaven Plague Monks do 6ed.)
  • tarcza (GW - Skaven Clanrats Regiment do 6ed.)
  • miecz i hełm (Fireforge Games - Teutonic Infantry)
  • butelka i garnek (odlewy gipsowe z Hirst Arts'a)

Monetki to klasyk czyli wałek z Green Stuff'u drobno krojony.

26.03.2017

Odlewy z gipsu cz.2 - Stolik wibracyjny


Okey. Kupiłeś już formy, zrobiłeś pierwsze odlewy i nie jesteś zadowolony z jakości. Mogą być tego zasadniczo 2 powody:

  1. Jeśli nie ma ubytków powstałych przez uwięzione w odlewach pęcherzyków powietrza, winne są zapewne formy lub kupiłeś naprawdę podły gips. Bywa. Nie ma ludzi nieomylnych.
  2. Jakość jest jak żyleta ale w odlewie co parę centów pojawia się pół gładkiego bąbla. Znaczy to ni mniej ni więcej że niedostatecznie odpowietrzyłeś gips w formie. Wpływ może mieć również sama płynność gipsu. Stosunek woda vs gips budowlany zalecana przez producenta z którego korzystam tj. ~2:3 można sobie darować i skupić się mniej więcej na 1:1. Płynny gips lepiej i dokładniej wypełnia formę.

Najprostszym sposobem na poradzenie sobie z drugą przypadłością, bo o niej poniekąd ten wpis, jest mechaniczne wprawienie formy w drgania tak by uwięzione pęcherzyki wydostały się na zewnątrz. Mamy dwa w miarę proste rozwiązania. Ultra budżetowe i wiążące się z wydawaniem pieniędzy.

1) Argument siły
Najtańsze z możliwych (bo darmowe póki nie połamiecie paluchów lub nie uszkodzicie stołu) jest uderzanie w podłoże pięścią, śrubokrętem, głową lub całą powierzchnią na której leży forma. Co by nie mówić rozwiązanie jest nieco głośne i gdyby naszła was chęć robienia tego o 1  w nocy (potwierdzam, potrafi człowieka napaść) to sąsiedzi mogą poczuć się mało szczęśliwie. Dzieci i żona również podpadają pod tą kategorię, w szczególności żona. No i jest szansa że krople gipsu będą latać po całym pomieszczeniu i stół będzie "u****ny farbą czy nie wiem czym" . Czym głębsza forma oraz nieregularna powierzchnia bocznych ścianek, tym większa szansa na pęcherze więc drgania powinny być solidniejsze.

Nieoceniony w tym miejscu będzie podstawowy poradnik Bruce'a do odlewania modeli by zaprezentować technikę "walenia formą":

https://youtu.be/48hsi9mwtZk?t=469

2) Siła argumentów
Czyli opcja wiążąca się z wydawaniem pieniędzy.
Stolik wibracyjny, wstrząsarka protetyczna, wibrator protetyczny lub po prostu wibrator.
Tego ostatniego jednak nie polecam wpisywać w wyszukiwarkę inną niż klasyczne sklepy dla protetyków. W poszukiwaniu pomysłu jak zrobić to cholerstwo trafiłem na filmik gościa który zrobił swój stolik z dwóch... no właśnie... wibratorów w kolokwialnym tego słowa znaczeniu.

https://youtu.be/rrmO3tNQ-wc?t=241

W prostych słowach chodzi o to by całą pracę fizyczną polegającą na wprawieniu formy w drgania zrobiło za was cudo techniki. I tutaj zderzamy się z paroma poważnymi problemami. Postaram się wymienić je w kolejności: pieniądze, kasa, mamona, szmal, Sobieskie.

Rozpiętość cenowa za gotowy produkt oscyluje między 150-1600 złotych w zależności od modelu, producenta i samej mocy urządzenia. Formy HA mają długość ~14cm zaś średnica małych trzepaczek o blacie w kształcie koła wynosi 11cm. Interesujący mnie stolik o wymiarach przynajmniej 17x17cm w najtańszej opcji znalazłem za około 359 złotych. Sporo jeśli już zakupiliśmy formy i nie zamierzamy robić odlewów na skalę micro przemysłową zakładając sklepu z tym dziadostwem. Drogo. Za drogo za coś co docelowo miało mieć blat o szerokości 20x20-25 centów. No i lepiej mieć więcej miejsca na trzepaczce niż mniej bo gips i tak będzie się wylewał od czasu do czasu.

Postanowiłem zatem zrobić swój własny stolik.


Wygląda topornie, wykończenie nie powala, moc też podejrzanie niska ale ... na gipsie budowlanym z którego leję robi swoją robotę. No... tak w 75% ale o pozostałych 24% (to nie jest błąd z brakującym 1%) będzie w kolejnych wpisach. Jeśli wydaje się wam że owo maleństwo przerasta wasze możliwości konstrukcyjno-inżynierskie to informuję że skoro grafik który studiował socjologię dał sobie z tym radę, to jedynie brak rąk będzie dla was wymówką. Czy muszę dodawać że lutownicy nie użyłem ani razu?

Parę elementów miałem w domu, parę dokupiłem. Myślę że zamknąłem się w okolicach 100 zł. Jeśli będziecie zmuszeni zakupić WSZYSTKIE elementy, całość powinna wynieś ~130 zł . 35% najtańszej interesującej mnie opcji gotowego produktu. Albo po prostu jedna forma z wysyłką od Hirst'a gratis ;)

Zaznaczam że nie doktoryzowałem się czy do małych wibratorów protetycznych da się podkleić dodatkowy blat (np. z mdf'u / hdf'u) oraz przenieść drgania wyżej. Jeśli tak, byłaby to prostsza i zarazem gotowa alternatywa do tego, co będę chciał zaprezentować w kolejnym wpisie: "Co będzie potrzebne do zrobienia swojego własnego stolika".

21.03.2017

Frostgrave - Przeszkadzajki skrzynkowe

Cztery potykajko-przeszkadzajki które popełniłem do Frosta. Odlewy z gipsu budowlanego (fck yeah! - około 70g), trochę farb, szpachla budowlana z strzykawki, tufty i takie tam. Za radą Inkuba, słuszna co by nie mówić, postanowiłem zacząć na próbę ekspansje ziemi na podstawkach. Nie byłem przekonany do tego pomysłu póki nie położyłem testowych przeszkadzajek i ruin na docelowym białym stole 3x3. Jaka była pierwsza myśl?

-"Słabo... więcej ziemi potrzeba. Mnogo więcej!!!".



Co zaś się tyczy zachodzącego na ziemię śniegu.
Naprawdę ciężko jest zrobić doświetlone zdjęcie białej powierzchni tak żeby było widać głębie. Serio, mam z tym poważny problem. Może na poniższym zbliżeniu uda mi się pokazać jak to wygląda rzeczywiście na podstawkach. Patent którego używam to:

  • Maluję całą ziemie na kolor docelowy z wszystkimi drybrushami.
  • Nanoszę szpachle budowlaną strzykawką w postaci cienkich pasków na granicy styku podstawki i piasku.
  • Wygładzam szpachelkę BAARRRDDDZZZZZOOOOO mokrym i tanim pędzelkiem (z jakiegoś zestawu z farbami plakatowymi dla dzieci) tak by od strony ziemi było widać różnicę poziomów zaś by od szczytu do białej podstawki zrobić łagodne przejście.
  • Potem całość szpachli na biało gęstą Colorissim v33.
  • Bardzo delikatnie tym samym pędzlem wygładzamy farbę gdyby nie chciały zniknąć rowki po włosiu. Zazwyczaj znikają same gdy farba równomiernie rozleje się na powierzchni.

Kolory nieco skopane. Zdjęcie niedoświetlone. Klasyczne SNAFU.

20.03.2017

Odlewy z gipsu cz.1 - Formy od Hirst Arts

Ten wpis nie będzie reklamą. Nie będę też silił się na kryptoreklamę.
Głównie z tego powodu, że nikt mi za to złamanego grosza nie da, a nawet gdyby chciał dać to i tak bym się nie wziął. Panie i panowie przed wami formy z Hirst Artsa. Formy czyli kluczowy i podstawowy element odlewania własnych klocków z gipsu. Jeśli jesteście krakowskim sknerom jak ja, oraz zdecydujecie się na HA, będzie to najprawdopodobniej jeden z największych wydatków jaki poniesiecie.

Przyznam szczerze że kiedy z 2 lata temu Kusy (który prowadzi tego bloga) pokazał mi swoje pierwsze odlewy byłem sceptycznie do tego nastawiony. Tak naprawdę to byłem BARDZO CHOLERNIE SCEPTYCZNY. Materiał wydawał się nieatrakcyjny, nie był tak wygodny i wybaczający w obróbce jak plasticard. Do tego wizja unoszącego się po całym domu pyłu i brudnego stołu ("u****ny farbą czy nie wiem czym")... No nie brzmi to zachęcająco prawda? Kusy rzucił uwagą, że są różni producenci i różne formy zaspokajające najbardziej wyrafinowane gusta ale wątpliwości pozostały.

Po niedługim czasie, gdy na tapecie zarysowywał się Frostgrave, znalazłem na google images coś, co spowodowało że dłonie stały się wilgotne a serce załomotało szybciej. Fieldstone Ruins zrobione z klocków Hirst'a. Zapał stygł gdy sprawdziłem cenę. Zmienił się w temperaturę pokojową gdy sprawdziłem dostępność w Polsce. Zaczął być skuwany lodem gdy doczytywałem, co będę potrzebował by odlewy spełniały moje wewnętrzne good enough.

A jednak cholerstwo nie dawało mi spokoju. Łapałem się na tym, że coraz częściej próbowałem sam sobie wyperswadować, że wydatek około półtorej stówy za formę, to nie taki wielki dramat. Że jak wezmę 2-3 formy to w sumie przesyłka też jakoś się tam rozłoży między sylikony i wyjdzie to cenowo w miarę. Że w sumie kurs funta nie jest wysoki i lepiej brać teraz bo jak znów skoczy to nie będzie się opłacało. Że przyda się nie tylko do Frosta a i Bolt również na tym skorzysta. A kto wie, może pokuszę się o zrobienie 3d dungeon crawler'a... Znacie to, prawda? Racjonalizowanie przed samym sobą wydatków to moment w którym już przegraliśmy, ale walczymy przynajmniej o cień godności i honoru. Tylko kwestią czasu jest gdy pieniądze pójdą w ruch.

Pieniądze poszły w ruch.
Przysłowiową drogą kupna nabyłem od brytyjskiego dealera 2 formy które miały pokryć 100% mojego zapotrzebowania na odlewy. O naiwny, a głupppppiiiiiiiii...


Formy przeleżały z 2-3 miesiące w szafie. Głównie za sprawą pierwszych 2-3 testowych odlewów które w sposób dobitny uzmysłowiły mi że stolik wibracyjny to jest absolutne must have. Bąble powietrza innymi słowy. Próbowałem sobie wyperswadować zakup gotowego wibratora protetycznego, ale się nie udało. Trzeba było zatem zrobić własny w wersji budżetowej. O tym jednak będzie kolejny wpis.

Okazało się również że formy dają sporo możliwości ale ... brakuje detali lub jak mawia mój ART w robocie: smaczków. Brakuje schodków, brakuje kolumn. No czegoś co by ubogacało monotonnie klocków. Dzięki portalowi alledrogo.pl namierzyłem gościa który sprzedawał większą partię form od HA i bez ogródek napisałem że interesuje mnie tylko jedna forma i czy moglibyśmy dobić targu. Udało się. Miałem zatem drzwi, kolumny, schodu i parę części które do dnia dzisiejszego nie bardzo mam pojęcie do czego służą. Po 2-3 miesiącach zapragnąłem kolejnej formy i ku mojej radości, miły pan z alledrogo również posiadał ją na stanie. Wyperswadowałem sobie te zakupy tym że to dokładnie 60% tego co musiałbym zapłacić w UK, i to bez przesyłki, więc tym razem czosnek dominował we krwi.



No dobrze. Pochwaliłem się i zdążyłem zanudzić was na śmierć. Teraz trochę konkretów:

1. Jakość.
Miałem możliwość macania sylikonów Kusego (bez głupich skojarzeń) oraz zrobienia z nich próbnych odlewów. Mam również swoje formy. Jakość zarówno materiału jak i finalnych odlewów to PRZEPAŚĆ ABSOLUTNA. Czerwony noname za 1/4 ceny HA vs. najprawdopodobniej XIAMETER 4250. Zrobiłem na swoich formach z 60-80 odlewów. Nie ma śladów użytkowania. Czytałem na forum o gościu który dojechał do 250 odlewów przez okres 8 lat i wciąż nic. To świetnie wróży formie zaś bardzo źle Hirstowi. Produkt który się nie psuje jest produktem którego drugi raz nie będziesz zmuszony kupić. A finalne odlewy? Zobaczcie poniżej i porównajcie. Po lewej dwa odlewy Hirst Arts, po prawej 2 odlewy z form Kusego. Ten sam budowlany gips. Ilość detali, głębia ...


2. Czasochłonność.
Wydaje się że odlewanie gipsu to praca czasochłonna. Nic bardziej mylnego. Może na samym początku gdy jeszcze nie opracowaliśmy całego procesu i pewne rzeczy robimy nieco chaotycznie. Gwarantuję wam że po 10-12 odlewach zaczniecie działać jak automat. Gdy okrzepniecie z czynnościami będziecie robić po 3 formy na jednym mieszaniu. Najprościej pokazać to na zasadzie kroków:

  1. Przygotowanie form, ustalenie proporcji, mieszanie gipsu, zalanie to około 3-5 minut roboty.
  2. Po około 1-2 minutach od zalania poświęcamy około 1 minutę na ściągnięcie nadlewów z szczytu formy i...
  3. 30-40 minut przerwy. Czas wolny który można spędzić robiąc coś zupełnie innego jak ciupanie na kompie, czytanie książki lub malowanie badziewia które zalega w każdym widocznym i niewidocznym zakamarku.
  4. Po upływie tego czasu wyjmujemy odlewy z formy, kładziemy na gazetę albo kaloryfer do pełnego wyschnięcia i możemy zaczynać od początku.

3. Klejenie odlewów.
Czynność która pochłonie tak naprawdę najwięcej czasu. Wymyślenie, zaplanowanie, oraz sklejenie struktury. Do sklejania używamy WIKOL'u lub innego kleju typu PVA. "Klej do drewna D3" firmy Dragon również jest w porządku więc nie ma sensu pisać doktoratu z kleju w markcie gdy nie ma tubki z napisem WIKOL. Do uzyskania idealnej równoległości oraz kątów prostych w trakcie klejenia wykorzystujemy klocki Lego, Duplo czy co tam mamy pod ręką. Należy cały zaplanowany model rozbić na sekcje i sklejać po parę elementów. Np. 2 pierwsze poziomy klocków a następnie poczekać aż klej zaschnie. Dopiero gdy gotowy jest fundament struktury możemy kleić kolejne poziomy. Kleimy w myśl zasady: więcej kleju niż mniej. To co wypłynie na zewnątrz, zbieramy wykałaczką, wygładzamy paluchem i jeszcze raz wykałaczką poprawiamy linie podziału.

4. Malowanie odlewów.
Przyznam że nauczony doświadczeniem nie dyskutuję z radami Bruce'a Hirst'a. Przyjmuje je niemalże niczym prawdę objawioną. Facet przetarł szlak, zrobił tonę instruktarzy co można z jego form wycisnąć w myśl : maksymalny efekt przy minimalnym wysiłku. Tak samo jest z malowaniem. Napisał że trzeba kupić farby lateksowe? Kupiłem. Napisał w jakich proporcjach mieszać? Pomieszałem. Jestem zadowolony zarówno z trwałości przy "macaniu" jak i z kolorów. Jedyna różnica w ścisłym przestrzeganiu instrukcji polega na tym, że Bruce'a radzi kupić lateks do malowania elewacji / na zewnątrz. Moje farby lateksowe docelowo są do malowania ścian wewnątrz domu. Będzie potrzebnych parę zamykanych szczelnie pojemników na żywność by przechowywać gdzieś wymieszane farby, pędzel średni, pędzel mały i wykałaczka do wpuszczania farby w upierdliwe zagłębienia. Malujemy grubą warstwą, kontrolując w miarę przysychania (a dzieje się to w miarę szybko) czy nie robią się nadlewy na bokach malowanego modelu. Żywice zawarte w farbie tworzą mocną i moim zdaniem całkiem trwałą ochronę. No chyba że zamierzacie rzucać nimi po podłodze. Wtedy nie ma przebacz.

5. Przechowywanie
Duże pudło na śrubki / przybory z marketu budowlanego. Najlepiej z podziałem na przegrody by na etapie wkładania, czy też magazynowania klocków, dokonać podziału do osobnych przegród np.: długie elementy, krótkie elementy, schody, okna etc.

Pierwsza ściana tekstu z serii o odlewach z gipsu zakończona.
Więcej trosk i wątpliwości postaram się dostarczyć w następnej części poświęconej stolikowi wibracyjnemu.

14.03.2017

Frostgrave - Prototypowe ruiny

Skończyłem prototypowe ruiny do Frostgrave'a. Prototypowe, bo chciałem na nich sprawdzić cały proces malowania, czy najpierw ruiny a potem podstawkę, czy ziemię a dopiero potem kamienie etc. Jestem zadowolony z efektu. Finalny produkt spełnia moje kryterium good enough. Teraz czas na resztę i jak pomyślę ile gipsu mam do pomalowania to aż mnie mdli.

  • Podstawka - MDF 3mm pomalowany Colorissim 3v3 Biały / Satyna (~3 warstwy).
  • Ruiny - Odlewy gipsowe z form Hirts Arts.
  • Skrzynki - odlewy gipsowe z Hirst Arts.
  • Tuft'a - Army Painter Winter Tufts.
  • Śnieżek na skrzynkach i tuft'cie - GW Valhallan Blizzard


08.03.2017

Frostgrave - Doktorat z ziemi

Powoli popycham do przodu temat makiet do Frostgrave'a. Pierwotna koncepcja uległa już tak wiele razy zmianie że przestałem liczyć. Miały być szaro-niebieskawe ruiny na zaprojektowanej i wydrukowanej macie. Okazało się że płótno banerowe zbyt mocno odbija światło a "biel nie jest biała". To ewoluowało w pomysły o kawałku materiału rozkładanym na stole i skończyło finalnie na 2 częściach mdf'u pomalowanych na biało. O tym że biel nie zawsze jest biała zrobię kiedyś osobny wpis. Doktryna która obowiązuje w dniu dzisiejszym brzmi: biały stół tak, ale trzeba rozbić biel wizualnie dodając prześwitującą ziemię, zaś ruiny utrzymać w szarościach by wizualnie zgrywały się z stołem.

I tutaj zaczęły się przysłowiowe schody.
Żaden gotowy "patent" który próbowałem nie był zadowalający. Może dlatego że wszystkie te "step-by-step'y" dedykowane były na podstawki gdzie ubogacała i rozbijała je trawka? Albo tufty? Albo drzewka? No raczej...

Po... żeby nie skłamać... około 20 testerach, mam wrażenie że znalazłem coś co mnie wystarczająco zadowala by pchnąć makiety dalej.

Wygląda niepozornie co? Jak to na zdjęciu...
A oto co stoi za tym niepowalającym na łopatki wizualnie malowaniem:

Tak. Aż tyle...
Krok po kroku:

  1. bazowy Raw Umber
  2. drybrush paru spotów farbką XV-88 oraz Mournfang Brown, tak żeby zapełnić około 1/2 podstawki i stworzyć nieregularne kształty. Spoty mogę się dotykać ale należy unikać nakładania jednej farby na drugą
  3. drybrush Dawnstone by całość delikatnie ujednolicić, oraz nadać temu efekt skalistego pyłu. Poprzednie kolory mają prześwitywać
  4. drybrush Steel Legion Drab by ziemia nie była soczysta tylko zmarznięta i wysuszona
  5. drybrush Baneblade Brown by tonalnie rozjaśnić całość. Nie wszystkie miejsca, tak około 70% powierzchni
  6. bardzo delikatny drybrush Ushabti Bone
  7. ultra lekki drybrush Whtie Prime dosłownie muskając po szczytach najbardziej wystających kamyczków

Mam sporo przyschniętego Skull White z starych starterów cytadeli więc pewnie wykorzystam i tą farbkę żeby nie marnować White Primer'a. To na co trzeba zwrócić uwagę to praca w stylu "trochę tu, trochę tam" zamiast mechanicznego napierdzielania po całej podstawce.

01.03.2017

Frostgrave - Na papierze

tl;dr

Fanowskie materiały do Frostgrave'a mojego autorstwa do ściągnięcia za friko z google drive'a.
https://drive.google.com/drive/folders/0B1MwYZkkVnAaRl91UjY5U0NfNm8

------

Frostgrave to gra która jako pierwsza od czasów ciupania w RPG ruszyła moją kreatywność i chęć by przelać ją na papier w postaci fanowskiego materiału. Dużo skojarzeń głównie z D&Dkami, klasyczny setup fantasy, czarno-białe karty postaci. Uznałem (i słusznie w moim subiektywnym mniemaniu) że karta na rozpiskę oraz karty zaklęć dostarczone przez Osprey są brzydkie i mało funkcjonalne. W międzyczasie w sieci wypłynęło już sporo materiałów w tym alternatywne karty, rozpiski etc. Wszystkie ładne, kolorowe i... wróć. Kolorowe? Hmmm... Przecież projektuję przede wszystkim dla siebie! Wskrześmy zatem ducha starych czasów i zróbmy coś czarno-białego!

Powstała zatem wersja 0.1 kart zaklęć dedykowana dla czarno-białych drukarek laserowych. Wymiary klasycznej karty do Magic'a by można było wsadzić w koszulkę. Parę pomysłów było trafionych, parę nietrafionych. Jak na pierwszą iterację było w porządku.

Niemalże zaraz potem powstała wersja 0.2 która rozwijała parę pomysłów, pewne skasowała (karty dla szkół magii z zwiększoną trudnością) i ... pojawiła się karta z rozpiską. Z rzeczy które przemyślałem i zmieniłem było miejsce na wpisanie samemu poziomu trudności danego czaru. Innymi słowy mamy zalążki personalizacji materiałów i myśleniu UI/UX!

No i pierwszy problem. Mianowicie prawa autorskie.
Oddajmy głos Philowi z Ospreya:

"I spotted your home-made Frostgrave spell cards and wizard sheets on the Lead Adventure forum. While they are very nicely produced, they do incorporate elements of Osprey’s copyright – namely the Frostgrave logo and the wizard school symbols designed by Audrey Ewing and purchased for the official Frostgrave Spell Cards."
Fakt.
Mój błąd z tymi ikonami. Nie sprawdziłem. Cóż robić? Narysować swoje!
Pod każdą ikonką w trakcie rysowania napisałem sobie słowa klucze którymi autor opisał szkoły magii i mimo że ikonki Audrey były naprawdę solidne, tym razem chciałem by dosłownie oddawały opisy Joe. Tylko ten elementalistą.... No cóż... zawsze trafi się jakiś czarny ork w rodzinie.



Było 0.2 zatem po miesiącu przyszedł czas na wersję 0.3 która to miała już nowe ikonki. Logotyp Frost'a został zastąpiony czcionką która tonie w mrokach lat 70 i 80. Wciąż jednak było za "czarno" oraz brakowało miejsca na ... exp dla kapitana?

I tutaj głupia historia z tym expem. Pewien użyszkodnik forum Lead-Adventure poprosił czy mógłbym taką opcję dodać. Napisałem wprost, że czekam na wydanie wszystkich e-booków w wersji papierowej i przysłowiowej złotówki nie wydam na wersje elektroniczną. A co! Jak przystało na porządnego Krakusa nie dość że cebulę w kieszeniach noszę to przemieszaną z czosnkiem. Niech więc spisze mi zatem za co się tegoż expa dostaje. A ten się szarpnął i kupił mi online'ową wersję dodatku z kapitanem. Miło, dziękuję. Niestety przysłowiowe życie wciągnęło mnie na pół roku z okładem i palcem przy wersji 0.4 nie kiwnąłem.

Wersja 0.4.
Chyba ostateczna. Karta z rozpiską doczekała się kompletnego i totalnego przebudowania oraz zmiany orientacji z pionowej na poziomą (dzięki Ci GoMo i Necrosie za pomysł z poziomym układem). Wersji której już nie można zarzucić że nie jest "przyjazna" dla tonerów drukarek.


Parę usprawnień, parę bloków się zmniejszyło, parę urosło. By lepiej wizualizować jak karty "działają" pokusiłem się nawet o przygotowanie przykładowych PDFów. Wyszło zgrabnie i na dzień dzisiejszy prawie nie widzę możliwości udoskonalenia tego projektu pod kątem ergonomii. Wizualnie? Oczywiście! Tylko że to co ładne, nie zawsze sprawdza się w codziennym użytkowaniu.

Wersja 0.4 doczekała się również Encounter Sheet.
Co to jest już spieszę wyjaśnić. Frostgrave kładzie nacisk na korzystanie z losowych zdarzeń które objawiają się wyjściem jakiegoś monstrum na stół (i nie jest to dziecko czy kot). Pomysł stary i ostatni raz kojarzę go przy okazji dodatkowych zasad w Town Cryer'ach do Mordheim'a. Problem polega jednak w Froście na tym, że każdemu z tych potworków należy kontrolować statystyki. Przede wszystkim Punkty Życia, gdyż one wpływają również na pozostałe cechy. Znajdziecie w pliku również opcjonalną tabelkę na losowanie zdarzenia. Nie czarujmy się, nie ma wielu którzy by mieli WSZYSTKIE modele do każdego typu encounteru. To co robić jak wypadnie coś czego nie mamy? Rzuć jeszcze raz? No nie bardzo, bo mając 3 szkielety, 4 zombiaki i od biedy 2 wilki to sobie możemy turlać do usranej śmierci. Zatem, wpisz to co masz, w konfiguracjach jakie chcesz i nie przejmuj się że czegoś brakuje. Kupisz nowe modele? Gumka do mazania jest twoim przyjacielem! Użyłeś długopisu? Drukuj jeszcze raz.


To już koniec tej nudnej historyjki w bardzo dużym skrócie.
Podziwiam [Ciebie] za wytrwałość bo mnie by się tego czytać nie chciało. Serio.
Żebyś nie musiał przewijać do góry w poszukiwaniu linka wrzucam go raz jeszcze:

https://drive.google.com/drive/folders/0B1MwYZkkVnAaRl91UjY5U0NfNm8 

Spokojnego i do następnego.