11.11.2017

Bolt Action 39 - Kapliczka



Powoli, do przodu, pcham projekt Bolt Action '39. Idzie jak krew z nosa. Wiem. Nic nie poradzę że ciągle coś zmieniam i wpadam na kretyńskie pomysły jak by tu sobie jeszcze życie skomplikować. Ponieważ większość makiet (5 domków, stodoła, budynek z cegłą, pola zaorane oraz pola z zbożem) jest już na ukończeniu ale "wciąż nie nadająca się do pokazania" by blog całkiem nie zarósł pajęczynami wrzucę kapliczkę.

Kapliczkę zaprojektowałem sobie sam a następnie dołożyłem do innych wycinanek w HDF 3mm. Skleiłem, dziury zamaskowałem używając green stuff (nieudolnie co widać już na pierwszym zdjęciu) a następnie zacząłem malować. Mało powiedzieć że samą kapliczkę malowałem 3 razy. Dwa razy niezadowolony z efektu podkładałem smołą z aerografu i ponownie psikałem różnymi kolorami i drybrushowałem. Efekt. No cóż... powiem szczerze że jestem sam z siebie dumny. To nasze, przez nas zrobione i to nie jest nasze ostatnie słowo!








A tak wyglądała przed sklejeniem. Normalnie puzzle 3D ;)
Mam nadzieję że się podoba.


ps.
Dziś Święto Niepodległości więc wrzucę piosenkę która serio, w ten dzień wyciska mi łzy z oczu.
"... A póki Niemiec nocą lata, to Niemca nocą trzeba bić! TRZEBA BIĆ!!!..."

07.10.2017

Tree Armatures od Woodland Scenics

Po małych perypetiach, które opisałem na samym dole postu, dane mi było wreszcie położyć ręce na dwóch zestawach Tree Armatures od Woodland'a. Nie przedłużając zapraszam do lektury.

Opakowanie
Drzewka zapakowane są w grubą folię z nadrukiem. Znaczek "Made in the USA" z przodu jak i z tyłu opakowania uzmysławia nam że USańce potrafią eksportować nie tylko rakiety typu Patriot oraz demokrację (tymi samymi rakietami) lecz również dobra które wyprodukowała ich własna gospodarka, duszona niemiłosiernie przez import z Chin. Na tym etapie w sumie nie ma co się rozpisywać bo folia i tak wyląduje w koszu. Drzewka siedzą solidnie w opakowaniu i żaden konar nie przebił folii.



Tree Armatures - TR1123
W paczce zgodnie z opisem znajdujemy 12 drzewek. Występują one w 4 typach po 3 sztuki na typ:
  • 3x 14cm
  • 3x 15cm
  • 3x 16.5cm
  • 3x 17.5cm


Tree Armatures - TR1122
Tak jak poprzednio, po rozpakowaniu, stan 28 drzewek zgadza się z opisem umieszczonym przez Woodland Scenics na folii. Drzewka występują w 5 różnych typach zaś ilość sztuk jest RÓŻNA w zależności od typu:
  • 4x 8cm
  • 7x 8.5cm
  • 6x 9.5cm
  • 3x 10.2cm
  • 8x 11.2cm
Trudno mi powiedzieć czy każdy zestaw zawiera dokładnie taką samą ilość rodzajów drzewek jak mój. Obstawiałbym że tak właśnie jest.



Porównanie wielkości
Porównanie 2 rozłożonych już drzewek z dwoma figurkami sowieckiej piechoty oraz BA-6 w skali 1/56 lub 28mm jak kto woli (modele produkcji Warlord'a). Drzewko z lewej ma wymiar 17.5cm zaś z prawej 9.5cm.



Podsumowanie i subiektywne odczucia
Drzewka są naprawdę solidnie wykonane. Plastik jest oporny w gięciu i niesamowicie wytrzymały. W przypadku dużego drzewa (17.5cm) obrót o 90° całego pnia na wysokości najniższych partii gałęzi to mordęga nawet z użyciem punktowo 2 par kombinerek. Jeśli nastąpi zgięcie gałęzi pod kątem prawie 90°, nie czuć by miało nastąpić jakiekolwiek złamanie elementu. Innymi słowy, to nie gówno-plastik którym raczy nas nieustannie Warlord, Northstar Miniautres czy Rubicon Models (zwany również Rubikoniem). Za ~140 złotych mam 40 drzewek w które owszem, będę musiał wsadzić jeszcze trochę pracy i pieniędzy, ale na obecną chwilę przelicznik wynosi 3 złote i 50 groszy za jedno drzewko. Spokojnie mogę kandydować do nagrody "Złotego Izaaka" za najlepszy geszeft roku w kategorii "żydzenie czasu i pieniędzy w wargaming'u".

Perypetie z zamówieniem
Początkowo ściana tekstu miała się znaleźć na początku posta, ale doszedłem do wniosku że wpis jest o drzewkach a nie o perypetiach z sklepem w którym je zamawiałem. Temat drzewek od zawsze spędzał mi sen z powiek. Marzyło się człowiekowi że będą piękne, wyglądały rzeczywiście jak drzewa i będą budować "klimat" na stole. Obejrzałem tony tutków na youtube, przeglądnąłem dziesiątki blogów i nic... prócz 2 rozwiązań. Drut z masą albo gotowce. Wybór między poświęceniem masy czasu lub masy pieniędzy. Taki stan rzeczy utrzymywał się do zeszłego roku gdy trafiłem na blog Pata. Tam odnalazłem rozwiązanie mojego problemu, pośrednią opcję między czasem a pieniędzmi. Szkielety drzew do modelarstwa kolejkowego? Cholera wie tak naprawdę do czego. Rozpoznanie dostępności w Polsce i za granicą zrobiłem chwilę po przeczytaniu jego posta. Niestety rezultat był niewesoły. W Polsce dostępność była zerowa, w Niemczech drogo zaś w UK taniej niż w DE za produkt, lecz wysyłka oscylowała w 10-15 funtach. Odłożyłem temat na lepsze czasy. Przypomniałem sobie o drzewkach jakoś z początkiem Lipca. Przeczesałem polskiego neta i znalazłem! W jednym jedynym sklepie ale mają! Tyle wygrać! Oczywiście jak to ja, zanim się zdecydowałem ktoś już drzewka o numerze katalogowym TR1123 wykupił.

14 Lipca, kiedy składałem zamówienie, otrzymałem informację że poczekam do 30 dni. Myślę spoko, i tak mam masę roboty z domkami, polami, płotkami. 30 dni mnie nie zbawi. Parę dni przed ustalonym terminem postanowiłem zadzwonić do sklepu. Mówią że trudności, że czekają na dostawę, że hurtownia, że dystrybutor, że może producent przestał produkować albo czasowa niedostępność. Poinformowałem ich że w UK i u Germańskich oprawców te paczki są dostępne od ręki i żeby lepiej pocisnęli swojego dostawcę.

Tak pocisnęli że 14 Sierpnia, parę dni po pierwszym telefonie, sklep wysłał mi maila czy przypadkiem nie chciałbym zamienić drzewek na wersją NOCH-owską. Powiedziałem że absolutnie się nie zgadzam i czekam dalej. Zacząłem również dzwonić do sklepu co tydzień z pytaniem o postęp i niezmiennie rozmowa wyglądała mniej więcej tak:
- Dzień dobry, skelp xxxxxxxxxx, w czym mogę pomóc?
- Dzień dobry, pytam o stan realizacji zamówienia nr. xxxxxx.
- <chwila ciszy w słuchawce> Widzę że jeden produkt jest dostępny a na drugi czekamy...
- To że jeden jest dostępny a drugi nie, to ja wiem od 14 Lipca. Ja się pytam kiedy państwo to zrealizujecie.
- yyyy... <wstaw randomową odpowiedź, zapewniając o staraniach, której kwintesencją jest to że nie mają k**** bladego pojęcia>
Ze dwa razy byłem bliski posłać ich do wszystkich diabłów i ściągnąć ten cholerny plastik od Brytoli. Dzięki Bogu wieczorami miałem co sklejać, szpachlować i malować i nie miałem czasu przejmować się indolencją sprzedawców, hurtowników, dystrybutorów krajowych i zagranicznych czy krzewicieli demokracji . Stwierdziłem że może akurat przyjdzie na gwiazdkę i jakoś od połowy Września dałem im spokój z telefonami. W czwartek zadzwonili i powiedzieli że drzewka są już dostępne, wysłali i na piątek będą. Myślę sobie, jasne jasne, pożyjemy zobaczymy. A tu niespodzianka! Pocztex z Gdańska do Krakowa wyrobił się w ... 18 godzin! Przed południem w robocie odebrałem paczkę. Co prawda czekałem prawie 3 miechy no ale ... w momencie gdy rozdarłem folię i wyciągnąłem pierwszy szkielet, wszystkie fochy i złości na Gdańsk poszły w niepamięć.

21.09.2017

Bolt Action 39 - Płotki



Płotki skleiłem jakiś rok temu, twórczo rozwijając ideę znalezioną na blogu Dreispitz. Zrobiłem własną "maszynkę do robienia płotków" która miała zoptymalizować czas potrzebny na wykonanie większej partii. W racjonalnym czasie (2-3 wieczory) udało mi się natrzepać 48 sztuk. Zrobiłem i rzuciłem w kąt bo na horyzoncie pojawiły się odlewy z gipsu. Po roku wróciłem, pomalowałem... i chyba dobrze że po roku, bo bez aerografu to bym się chyba pochlastał przy samym podkładaniu.

Maszynka do płotków
Wykonana z 1.5mm HIPSu. Posiada pseudo-prowadnice do równego osadzania poziomych i pionowych elementów. Sam płotek to 3 zapałki i listewka sosnowa 2 x 2 mm. Zamiast listewki można użyć rozciętych nożykiem modelarskim patyczków do lodów.






Przechowywanie
Wszystkie płotki finalnie trafiły na szczyt pudła z drogami. 9 metrów terenów, w linii prostej, zajmuje powierzchnię śmiesznie małą pod łóżkiem.

18.09.2017

Bolt Action 39 - Modułowe drogi


Chciałem napisać sporo o rzeczy która zajęła mi mnóstwo czasu po pracy. Przywalić taką solidną ścianą tekstu o tym dlaczego, po co, jak oraz czym znów maziałem. Pochwalić się beznadziejnymi zdjęciami z WIP-ów, które robiłem telefonem przed pracą by wysłać znajomym. Pstryknąć parę farbek. Pokląć na nieistniejący już KK-Gaming (obecnie wchłonięty przez TMS) za ich jasnozielony mix trawki oraz ZEROWĄ zgodność z matą trawiastą. Opisać jak do 3 w nocy zdzierałem nad umywalką starą trawkę by zastąpić ją później własnym mixem trawek NOCH'a. Jak kombinowałem z przechowywaniem dróg by trawka elektrostatyczna na rantach nie uległ pognieceniu.

Prawda jest taka, że mi się nie chce o tym wszystkim pisać. Wątpię również by ktokolwiek chciał o tym czytać. Żyjemy w czasach w których "obraz wystarcza za tysiąc słów" i jeśli pojawią się jakieś szczegółowe pytania (w co wątpię) postaram się odpowiedzieć na nie w komentarzach .

Plan
Rozrysowane warianty modułów oraz testy ile modułów danego typu będzie potrzebnych.


Koleiny na modułach drogi
Patyczek do lodów, izolka, spinacz do papieru, 2 rurki od Plastruct, zapasowe koło z zestawu Sd.Kfz 251/1 ausf D od Warlorda.



Gotowe drogi
Łączna długość w linii prostej to 5 metrów i 10 centów. Ilość i wariacje dają możliwość budowy prawie dowolnej kombinacji na stole 180 x 120 cm.





Przechowywanie
Pojemnik 39 x 33,5 x 18 cm. Pokrywka obowiązkowa by trawka elektrostatyczna nie zbierała kurzu. Rozdzielacze to 5mm podkłady pod panele podłogowe.



11.08.2017

Odlewy z gipsu cz.4 - Magiczny płyn


W poprzednich wpisach zasugerowałem że stolik wibracyjny robi około 75% roboty przy odpowietrzaniu formy. Czas na kolejne 24%. 75+24=99. Nie moi drodzy, to nie pomyłka. Brakujący procent omówię na samym końcu.

Trochę teorii po co to robimy
Rzecz z którą musimy się zmierzyć to napięcie powierzchniowe wody. W zakamarkach formy zdarza się (dość często) że zagubi się pęcherz powietrza. Z jednej strony mamy drgania, z drugiej to czasem zbyt mało by cholera wylazła na zewnątrz. Używamy zatem płynu który zmniejsza napięcie powierzchniowe lub po prostu sprawia że ścianki są "śliskie" i nasz małe, niechciane bydle, łatwiej "wyślizguje" się z formy.

Co będzie potrzebne
  • nabłyszczacz do zmywarek
    (sklep osiedlowy z działem gospodarstwa domowego albo market / hipermarket). Próbowałem namierzyć w Polsce ten którego używał Bruce. Niestety z mizernym skutkiem. Zadowoliłem się zatem nabłyszczaczem z tej samej firmy.
  • szklana pipeta
    (do dostania w aptece)
  • pojemnik wraz spryskiwaczem
    (użyłem butelki po Octenisept 50ml)
  • woda
    (dostępna w kranie o ile płacicie rachunki za wodę).

Dwa sposoby pracy z płynem 
Pierwszy sposób omówił w wideo sam Bruce. Do pojemniczka (tak na oko 50ml) dodajemy 2 krople płynu. Ani mniej, ani więcej. Wstrząsamy przed użyciem i następnie spryskujemy wnętrze formy PRZED zalaniem gipsu (około 20 psiknięć) pozostawiając wodę z płynem w formie. Bruce radził by były to DOKŁADNIE 2 krople, gdyż jeśli damy za dużo, otrzymamy więcej bąbli w finalnym odlewie niż mieliśmy do tej pory.

Sposób drugi to własne doświadczenia z pracy z gipsem budowlanym oraz nieco zmodyfikowane użycie "patentu". Pipetę zapełniam mniej więcej w połowie i wlewam płyn do pojemnika. Następnie zalewam butelkę prawie po korek. Podobnie jak poprzednio, wstrząsamy by płyn wymieszał się z wodą. Różnica polega na tym że przy takim stężeniu płynu nabłyszczającego nie możemy go pozostawić w formie. Więc najpierw spryskujemy (około 15 razy) zagłębienia formy, czekamy parę sekund, odwracamy formę i delikatnie staramy się wytrzepać płyn zebrany w środku. To co pozostanie na ściankach powinno wystarczyć. Dopiero po tej czynności wlewamy gips.



Brakujący 1%
Ten 1% po prostu będzie się zdarzał. W każdym procesie istnieje pewna, mniej więcej stała, liczba odrzutów i tutaj nie będzie wyjątku. Zamiast się załamywać trzeba po prostu do tego przywyknąć. Każdy materiał ma swoje wady i zalety. Gips budowlany z pewnością nie ma wytrzymałości gipsu dentystycznego 5 klasy ale... w przypadku pojawienia się pęcherzy powietrza na finalnym odlewie, można łatwo nożykiem modelarskim obrobić krawędzie bąbla i zamaskować w ten sposób ubytek.

Ostatni wpis (ufff!) wieńczący całą serię postaram się umieścić pod koniec przyszłego tygodnia. Podsumowanie dotychczasowych 4 części w tym rzeczy które się "przydadzą" w trakcie odlewania oraz może, jak się uda, jakiś plik wideo z samą czynnością odlewania gipsu.

Odlewy z gipsu cz.3 - Spis części do budowy stolika wibracyjnego


Czas już chyba nastał by zasiąść i dokończyć ostatnie 2-3 wpisy dotyczące stolika wibracyjnego i odlewania z gipsu. Jedziemy.

Narzędzia:
  • pistolet do klejenia
  • mini śrubokręt płaski / krzyżak
  • zwykły płaski śrubokręt
  • nożyk modelarski
  • nóż segmentowy do nacięcia blatu w 2 miejscach.
  • kombinerki do zaciskania kabli w konektorach żeńskich
  • taśma izolacyjna do zabezpieczenia boków blatu

Materiały:
  • Silnik indukcyjny 15W (pracujący na zasilaniu zmiennym 230V) do suszarek z firmy Niewiadów.
    cena: 24 PLN
  • Regulator obrotów wentylatora / Regulator silnika indukcyjnego 230V w opcji zmontowanej. ARLI i AVT oferują w tej samej cenie. Ja użyłem regulatora ARLI. Jeśli ktoś nie ma doświadczenia w lutowaniu (jak ja) i jestem kompletnym laikiem (również jak ja) polecam kupienie gotowej złożonej płytki a nie samych podzespołów.
    cena: 53 PLN
  • Przełącznik kołyskowy 250V do wyłączenia całego układu. Lubię bajery to wziąłem z czerwonym światełkiem. Ze światełkiem jest droższy. Prosty bez bajerów wystarczy.
    cena: od 1-3 PLN
  • Obudowa z panelem. Proponuję Z112B choć ja użyłem Z2A. Przy wyborze należy kierować  się wymiarami większymi niż regulator który zakupimy.
    cena: 14-15 PLN
  • Kabel zasilający płaski.
    cena w markecie budowlanym: 4-8 PLN
  • Koszulka termokurczliwa na przewód 1.5mm
    cena: 1-2 PLN
  • Przelotki gumowe na kabel zasilający wchodzący i wychodzący z obudowy. Żeby przez nieuwagę nie wyrwać kabla z regulatora / przycisku. Kupujecie takie jakiej grubości użyliście kabel zasilający. Można zrobić zabezpieczenie z pasków samozaciskowych zalewając następnie otwory gorącym klejem. Rzut na estetykę będzie wykonywany z modyfikatorem -5.
    cena: 1-2 PLN sztuk 2.
  • Dystansy do śrub 3mm aluminiowe, metalowe lub plastikowe. Do pozycjonowania regulatora w środku obudowy. Kupujecie do długości śrub / wysokości obudowy.
    cena: 4-8 PLN
  • Śrubki 3mm z nakrętkami. Potrzebne do dystansów, obudowy. Użyłem kilku śrubek 3x12mm do obudowy Z-2A. Do Z112B pewnie też się nadadzą.
    cena: 3 PLN za opakowanie
  • Śrubki 2.5mm z nakrętkami. Potrzebne do zrobienia wraz z wnętrzem z kostki elektrycznej uchwytu / ramienia pseudo mimośrodu który wprawi nasz silnik w drgania. Użyłem 2.5x20mm.
    cena: 3 PLN za opakowanie
  • Kawałek płyty pilśniowej 2-3mm lakierowanej z jednej strony o wymiarach 20x20-25 centów. W markecie budowlanym przytną na miejscu.
    cena: około 4-5 PLN
  • Klasyczne kostki elektryczne 2.5mm do połączenia kabli
    cena: 3 PLN za rządek
  • Klasyczna kostka elektryczna 4mm do zrobienia obejmy na wał silnika - będzie podstawą do pseudo-mimośrodu.
    cena: 3 PLN za rządek
  • Obejma / opaska zaciskowa tak by średnica przelotu była około 6-6.5 centa.
    cena w markecie budowlanym: ~5 PLN za 2 sztuki
  • Konektory żeńskie szt. 4 do przycisku ON/OFF.
    cena: jakieś grosze w elektrycznym
  • Nakrętki o średnicy 1cm do mimośrodu. Sztuk 2.
    cena: jakieś grosze
  • Gąbka do zmywania naczyń sztuk 1.
    cena: jakieś grosze / zabierzcie żonie 

Razem około 130 złotych. Plus minus kilka w tę lub tamtą.

To co mogę i w sumie muszę doradzić to rozpoczęcie poszukiwań sklepu z podzespołami elektrycznymi w okolica zamieszkania. Tak, takiego staromodnego zwykłego sklepu gdzie można kupić kabel, konektory, złączki a pewnie gdzieś na szafce znajdą się również obudowy. Przy odrobinie szczęścia traficie na fachowca który doradzi parę rzeczy. Zresztą, takie relikty czasów gdy sprzęt opłacało się naprawiać / robić samemu, mają swój niepowtarzalny urok. Markety budowlane dodatkowo potrafią narzucać naprawdę horrendalną marże na najmniejsze duperele i myślę że około 25% pozycji z rozpiski tam nie znajdziecie.

Oczywiście sporo materiałów zapewne będziecie mieć w domu. Nakrętki, śrubki, złom z kablem zasilającym. Mogą zostać jakieś stare dystanse z obudowy / podzespołów z komputera. Paski samozaciskowe do spięcia kabli raczej każdy szanujący się kierowca powinien wozić w aucie. Jeśli macie jakiś stary zepsuty wiatraczek na biurko możecie wymontować z niego silnik (sprawdzając wcześniej czy przypadkiem nie był na prąd stały gdyż trzeba będzie kupić regulator obrotów DC zamiast AC). Niestety opisane śrubki, nakrętki oraz wnętrza kostek elektrycznych mogą wtedy nie pasować. Płyta pilśniowa nie musi być lakierowana. Jeśli posiadacie surową wystarczy przejechać ją 2-3 razy resztką farby latexowej do ścian lub obkleić za pomocą kawałka grubej, plastikowej siatki zakupowej i taśmy izolacyjnej. Ważne by woda nie wypaczała nam blatu zrobionego z płyty.

Wnioski po próbach:

Wniosek 1
Najwięcej prób (nieudanych) zdarzyło mi przeprowadzać z blatem stolika. W pierwszym zamyśle chciałem użyć 5mm plexi z której z łatwością ściągałbym zaschnięty gips. Niestety okazało się że sztywność materiału oraz jego waga wpływają bardzo negatywnie na przenoszenie drgań. Mówiąc bardziej szczegółowo prawie wcale ich nie było. Próbowałem zatem z 3mm HIPSem. Trochę lepiej ale wciąż niewystarczająco. Dopiero płyta pilśniowa wygrzebana gdzieś z schowka sprostała wymaganiom.

Wniosek 2
Mocowanie silnika do płyty. Tutaj niestety nie ma gotowego przepisu. Ma być nie za luźno, ale też nie za ciasno. Silnik musi drgać od siły odśrodkowej i nie uciekać z obręczy. Kalibrować całość nie musimy za pomocą kolejnych zalań gipsu, wystarczy pojemnik na wodę i tak z pół litra (wody). Pozwoli nam to zaobserwować jakiego rzędu drgania uzyskujemy po dociśnięciu pojemnika z wodą do stoliku.

03.08.2017

Figurkowy Karnawał Blogowy, edycja XXXVI : "Rany i obrażenia, których dostarczyło figurkowe hobby" - O przysłowiowy włos.

Na pierwszy rzut oka zdjęcie poniżej może sugerować nieudaną próbę samobójczą niestabilnego emocjonalnie nastolatka. Problem jednak w tym że "bycie nastolatkiem" definitywnie zakończyłem naście lat temu i nie była to próba samobójcza lecz... próba rozcięcia dwóch sklejonych podstawek.


Zdarzyło się to 17 sierpnia roku Pańskiego 2015.
Niespełna 2 lata temu. Tegoż wieczoru, autor bloga, postanowił oddać się czynności zwanej potocznie "odzyskiwaniem" podstawki. Podstawka, zrobiona z dwóch kółek HIPSowych wycięta cyrklem Olfy, nie przedstawiała żadnej większej wartości. Nie była to turbo limitowana edycja świętego Graala wydana u zarania dziejów GW a biorąc pod uwagę ilość czasu oraz materiału zużytego na nią, oscylowała w cenie około 25-35 groszy. Po prostu jestem leniwy i wpadłem na "świetny pomysł" że szybciej i lepiej będzie rozciąć to co mam, niż stracić kilka minut na powolnym kręceniu cyrklem (od którego bolą mnie palce). Po paru minutach doszło do mnie że prosto nie będzie no ale jak to u facetów. Powiedziało się A. Trzeba powiedzieć B.

Pamiętam że dokładnie sekundę przed tym jak ostrze noża modelarskiego wreszcie przeszło przez sklejone dwie warstwy pomyślałem sobie:

"Kurde. Chyba za dużo siły w to wkładam a ostrze powinno być zwrócone nie w tą stronę".

Sklejony HIPS ustąpił. Siły nie udało się skontrować ani zmienić jej kierunku. Dziesiąte części, dziesiątej części sekundy. Poczułem delikatny ból, szczypanie i wewnętrzna część nadgarstka, bez zbędnych fajerwerków w postaci fontanny, szybko i metodycznie zaczęła pokrywać się krwią. Krwią pokryłem również całą drogę od biurka do umywalki. W łazience, na spokojnie, chciałem zobaczyć "co ja właściwie k**** zrobiłem" ale panikująca żona i jej wrzaski przeszkadzały w obserwacji. Po paru minutach gdy naczynia krwionośne same się obkurczyły żona, która się już nieco uspokoiła, założyła opatrunek i zaciągnęła mnie na szycie na SOR.

Na SORze jak to o po 22:00. Z rozciętym nadgarstkiem czeka się 2 godzinki w zacnej atmosferze ludzi przy których boleściach i opowieściach człowiek stwierdza że w sumie nic mu nie dolega i powinien już wracać do domu. No ale wiecie, rozumiecie... żona pilnuje. Hydra jedna.

Wywołują nazwisko więc idę. Kładę się. Mówię co, jak i gdzie. Że przeciąłem skórę właściwą, krwawienie średnie. Że w sumie nie wiem czy szwy będą potrzebne i jeśli lekarz byłby tak miły i sprawdził czy w środku jakieś opiłki z plasticardu nie pozostały. Chirurga po chwili poznaję. Co prawda jest z innego szpitala... Facet kroił mnie kilka lat temu, może miejsce pracy zmienił? Zastrzyk, odkażenie, otwarcie rany, podłubanie, ukłucia od szycia. I zdania które wypaliły mi się w mózgu trwalej niż cokolwiek innego przez te wszystkie lata:

"Miał pan szczęście. O włos pan minął nerwy i ścięgna. Gdyby panu nóż poszedł milimetr dalej to bym panu już radził zapisy na rehabilitację z powodu utraty sprawności w dłoni."

Zatkało mnie. Pierwszy raz tego wieczoru oblał mnie zimny pot. Lewą ręką się nie podcieram ale około 50-60% mojej pracy na sofcie graficznym to skróty klawiszowe obsługiwane właśnie lewą ręką... Kilka kolejnych dni to było prawdziwe piekło. Żona zakazała hobby dając jasno do zrozumienia że nigdy więcej żadnych ostrych narzędzi w domu nie chce widzieć. A o krojeniu plastikowych i metalowych ludzików to mogę już do śmierci zapomnieć. Zaś ja... nieśmiało sprawdzałem czy na pewno mogę zgiąć wszystkie palce w dłoni. Pierwsze dni po L4 również do lekkich nie należały. Nadgarstek rwał bólem po połówce przepracowanego dnia. Z czasem jednak wszystko wróciło do normy. Pozostała blizna.

Blizna stanowi przypomnienie jak z powodu lenistwa i głupoty omal nie spieprzyłem sobie dłoni. Przypomina również że:

Cokolwiek robisz, zastanów się 10 razy jak ułożyć ostrze, by nie było zwrócone w twoją stronę.

---

EPILOG:
Wspomniałem że poznałem chirurga?
Tak, to był chirurg z szpitala X, który właśnie skończył tam dyżur i przyjechał na "świeży" do szpitala Y. Kazali poleżeć, to leżę. Chirurg poszedł więc patrzę na jego asystenta. Cichy taki, minę ma nietęgą. Stawiam na zmęczenie i pytam:

- "Długo już ciągnięcie?"
- "Lepiej żeby pan nie wiedział."

04.07.2017

Bolt Action 39 - Konwersja z PPD-40 na PPD-34 (techniką 4 cięć i 2 skrobnięć)

Jak udowodniłem wcześniejszym wpisem, ktoś kto chciałby użyć plastikowych Sowietów od WARLORD'a na lata 1938-1939 nie ma łatwego życia. Dzisiaj zajmiemy się pistoletami maszynowymi. Konkretniej to pistoletom maszynowym PPD.

Z opcji dostępnych na ramkach mamy jedynie PPD-40 które w najlepszym razie mogłoby udawać po paru głębszych i w kompletnej ciemności PPD-34/38 w trakcie wojny sowiecko-fińskiej (1939-1940). Proponuję byście poszli o krok dalej i zafundowali sobie niemalże koszerne PPD-34 na konflikt graniczny sowiecko-japoński w Mandżurii (1938-1939) oraz agresję sowiecką na Polskę (17.09.1939). Żeby zrozumieć co będziemy robić warto przyjrzeć się poniżej różnicom w 3 wersjach tego pistoletu maszynowego .



Plan i Start
Obszarem naszej ingerencji będzie wycięcie magazynka bębnowego i zastąpieniem go magazynkiem łukowym oraz takie "oskrobanie" pozostałości po magazynku bębnowym by "udawały" ciągłość drewnianego łoża. Napisałem w tytule że 4 cięcia i 2 skrobania? Nie kłamałem.
Jedziemy z koksem!



Cięcie 1 - 2
Tnąc od góry usuwamy wystające części magazynka bębnowego poza łoże.

Cięcie 3
Odcinamy od dołu pozostałość po magazynku bębnowym do linii łoża.

Skrobanie 1 - 2
Zeskrobujemy niewielką część łoża z prawej i lewej strony, by ukryć drobne wgłębienia po obejmie lufy oraz magazynku. Kilka razy wystarczy. Testujemy delikatnie nożykiem czy przejeżdżając po powierzchni wyczuwamy nadal wgłębienia.

Cięcie 4
Z dwóch dostępnych PPS-43 oznaczonych na ramce z bronią jako pozycja O wybieramy ten z gładkim magazynkiem i odcinamy go poniżej gniazda magazynku.

Finał
Sklejamy nasze obrobione PPD z magazynkiem i ... to już koniec. Oczywiście można się przyczepić że otwory w osłonie lufy są inne lub że pozostały drobne niedociągnięcia jak reszta obejmy na lufie. W tej skali ma to naprawdę niewielkie znacznie. Konwersja miała być prosta i idiotoodporna. Mam nadzieję że taka właśnie jest.

03.07.2017

Bolt Action 39 - Sowieckie problemy z Mosinami

Gdy tylko pierwsze promienie słońca zaczęły ogrzewać ziemię, lód skuwający myśli Frostgrave'm zaczął odtajać i w odwilży która nadeszła, poczuć można było pierwsze zapachy prochu. Zapach Bolt Action. Temat narodził się jakoś przypadkiem, w trakcie rozmów z Miśkiem i to chyba on  był prowodyrem całego zamieszania które nastąpiło i nadal trwa. Rozmawialiśmy o Mandżurii, o potyczkach na granicy sowiecko-japońskiej. O wczesnej wojnie niezdominowanej przez ciężkie czołgi. Pojazdy pancerne które z jednej strony nie kosztują 1/3 rozpiski, z drugiej strony z racji wczesnej wojny potrafią dopiec solidnie piechocie. O tym że było o wiele więcej stron konfliktu i że "szanse" były nieco bardziej wyrównane. O różnych dziwnych rzeczach zdarza mi się z Miśkiem gadać.

Wracając do pomysłu, opierałem się dość długo, gdyż wrodzone skąpstwo Krakusa skutecznie blokowało "głupie pomysły" zakupu nowych figurek, którymi zapewne zagram raz na ruski rok. Kusy nabywając Niemców i Polaków postawił nas przed faktem dokonanym i nie pozostawił możliwości by rozmowy zakończyły się jedynie na słowach. Wybrałem Sowietów.

  • Pierwszym problemem okazały się stroje naszych krasnoarmiejców. Naszukałem się i znalazłem informację że jako takie kurtki watowe armia sowiecka zaczęła używać w latach 30 zeszłego stulecia (z czego dostępne są zdjęcia nawet z ichniej wojny domowej). Na tym etapie ta informacja była wystarczająca.
  • Drugim problemem były hełmy. Powinny być w przeważającej większości Ssh36 ale Ssh39 i Ssh40 również obleci. W tej skali nie ma to większego znaczenia.
  • Doktorat z nakryć głowy pozwolił stwierdzić że można legalnie i bez przeszkód pakować czapkę na głowy NCO w drużynach. Zmiana na furażerkę była podyktowana przede wszystkim tańszą produkcją.

I wszystko niby pięknie, i wszystko niby ładnie gdyby nie... ramki z bronią dla 40 chłopa:




Pozwoliłem sobie wyszarzeć broń której w roku 1939 Sowieci nie posiadali. Zacznijmy od klasycznych karabinów. Wśród "niekoszernych" znajdziemy zarówno SVT-40 jak i jednego z mosinów.

  • Pozycja X czyli SVT-40. Owszem, była wersja SVT-38 ale pierwsze testy w warunkach bojowych były przeprowadzone dopiero w trakcie działań w wojnie zimowej. Czyli odpada.
  • Pozycja D czyli Mosin z składanym na bok bagnetem, jest również kontrowersyjny (i niekoszerny). Ten typ bagnetu został zastosowany w karabinach M44 oraz M44L co już powinno wzbudzić u Was czujność rewolucyjną towarzysze. Karabin podpisany jako Mosin-Nagant M91 rifle (folded bayonet) z tego co udało mi się ustalić rzeczywiście istniał lecz... był powiązany z krótką serią bagnetów wyprodukowanych w roku 1943. Informację udało mi się namierzyć dzięki wpisowi Alexanderowa Yushchenko (Ratnik), autorowi książki: "M91/30 Rifles and M38/M44 Carbines in 1941-1945".

    "10000 were ordered in December 1943, and 10000 in January 1944. Possibly some quantity was produced before and after these months"
    oraz:
    "I should update my post. December 1943 order contained 5000 rifles with folding bayonet"

  • Pozycja B to PTRD-41. Odpada gdyż przed 41 nie posiadali na stanie karabinów ppanc.
  • Pozcyja L to PPD-40. Owszem były warianty 34 oraz 34/38. Ta jednak konkretna wersja (PPD-40) była wynikiem doświadczeń po wojnie zimowej. Teoretycznie, można wsadzić i pomalować tak by w słabym oświetleniu i po wcześniejszym wypiciu paru głębszych udawało PPD-38. W  kolejnym wpisie jednak postaram się pokazać jak zrobić dla wczesnych Sowietów wersję PPD-34.
  • Pozycje M, O to PPSH-41 oraz PPS-43. Nie te lata drogie dzieci.



Mamy zatem 3 wypraski a na każdej z nich 8 karabinów typu Mosin. Lunetę jesteśmy wstanie ładnie wyciąć. Czyli 24 karabiny na 40 chłopa. Jedyną sensowną opcją jest dokupienie osobno ramek z bronią od Warlorda w stosunku: 1 ramka broni na 1 ramkę piechoty. Choć po prawdzie najsensowniejsze i najbardziej ekonomiczne byłoby powiedzenie Miśkowi żeby się jeb**ł w łeb z tym pomysłem. On skleja sobie japońców, Kusy ma metal więc nic nie skleja zaś ja kombinowałem jak żyd w trakcie okupacji skąd tu dodatkowe Mosiny wziąć. Finalnie ograbiłem Kusego z Tales-from-the-basement i zamówiłem nadprogramowe 5 wyprasek. Teraz to tylko jeszcze wszystko skleić...

04.05.2017

Frostgrave - Tokeny skarbów

Brak czasu, niemoc twórcza, chwilowy brak weny, poszukiwanie koncepcji. Tak wiele ładnych określeń i wymówek na zwyczajne, niczym nieskrępowane, ordynarne lenistwo. Ostatnio poddałem krytycznej analizie to czego nie lubię w tym hobby. Definitywnie jest to malowanie. Malowanie czegokolwiek i jakkolwiek (a już podkład "smoły" na gipsie w szczególności). Jak się już zabiorę to jakoś to idzie, ale samo zabranie się... o Chryste.

Kupowanie? Jasne! Poszukiwanie pomysłów? Pewnie! Opracowywanie całościowej koncepcji i klimatu? Oh... uwielbiam to. Malowanie? Może bym garnki umył... albo dom odglebił...

No ale wracając. Postanowiłem zrobić własne tokeny skarbów do Frosta. Chciałem by były nieco "bogatsze" od tych które oferuje Northstar Miniatures ale bez przegięcia w drugą stronę (vide Rituals Market). Pogrzebałem po szafkach, powzruszałem się wyciągając w większości wciąż niewycięte z ramek Skaveny z 6ed. (Clanrats'y i Plague Monks'ów), dodałem trochę śmieci i ... jest! Jak na podstawowe tokeny wyszło moim zdaniem całkiem zgrabnie. Nie powalają ale nie powodują również odruchów wymiotnych. Znać że styknie bo spełnia wewnętrzne "good enough".


Bitsy które zużyłem na to badziewie:

  • mieszek, książka, scrolle, kryształ (GW - Skaven Plague Monks do 6ed.)
  • tarcza (GW - Skaven Clanrats Regiment do 6ed.)
  • miecz i hełm (Fireforge Games - Teutonic Infantry)
  • butelka i garnek (odlewy gipsowe z Hirst Arts'a)

Monetki to klasyk czyli wałek z Green Stuff'u drobno krojony.

26.03.2017

Odlewy z gipsu cz.2 - Stolik wibracyjny


Okey. Kupiłeś już formy, zrobiłeś pierwsze odlewy i nie jesteś zadowolony z jakości. Mogą być tego zasadniczo 2 powody:

  1. Jeśli nie ma ubytków powstałych przez uwięzione w odlewach pęcherzyków powietrza, winne są zapewne formy lub kupiłeś naprawdę podły gips. Bywa. Nie ma ludzi nieomylnych.
  2. Jakość jest jak żyleta ale w odlewie co parę centów pojawia się pół gładkiego bąbla. Znaczy to ni mniej ni więcej że niedostatecznie odpowietrzyłeś gips w formie. Wpływ może mieć również sama płynność gipsu. Stosunek woda vs gips budowlany zalecana przez producenta z którego korzystam tj. ~2:3 można sobie darować i skupić się mniej więcej na 1:1. Płynny gips lepiej i dokładniej wypełnia formę.

Najprostszym sposobem na poradzenie sobie z drugą przypadłością, bo o niej poniekąd ten wpis, jest mechaniczne wprawienie formy w drgania tak by uwięzione pęcherzyki wydostały się na zewnątrz. Mamy dwa w miarę proste rozwiązania. Ultra budżetowe i wiążące się z wydawaniem pieniędzy.

1) Argument siły
Najtańsze z możliwych (bo darmowe póki nie połamiecie paluchów lub nie uszkodzicie stołu) jest uderzanie w podłoże pięścią, śrubokrętem, głową lub całą powierzchnią na której leży forma. Co by nie mówić rozwiązanie jest nieco głośne i gdyby naszła was chęć robienia tego o 1  w nocy (potwierdzam, potrafi człowieka napaść) to sąsiedzi mogą poczuć się mało szczęśliwie. Dzieci i żona również podpadają pod tą kategorię, w szczególności żona. No i jest szansa że krople gipsu będą latać po całym pomieszczeniu i stół będzie "u****ny farbą czy nie wiem czym" . Czym głębsza forma oraz nieregularna powierzchnia bocznych ścianek, tym większa szansa na pęcherze więc drgania powinny być solidniejsze.

Nieoceniony w tym miejscu będzie podstawowy poradnik Bruce'a do odlewania modeli by zaprezentować technikę "walenia formą":

https://youtu.be/48hsi9mwtZk?t=469

2) Siła argumentów
Czyli opcja wiążąca się z wydawaniem pieniędzy.
Stolik wibracyjny, wstrząsarka protetyczna, wibrator protetyczny lub po prostu wibrator.
Tego ostatniego jednak nie polecam wpisywać w wyszukiwarkę inną niż klasyczne sklepy dla protetyków. W poszukiwaniu pomysłu jak zrobić to cholerstwo trafiłem na filmik gościa który zrobił swój stolik z dwóch... no właśnie... wibratorów w kolokwialnym tego słowa znaczeniu.

https://youtu.be/rrmO3tNQ-wc?t=241

W prostych słowach chodzi o to by całą pracę fizyczną polegającą na wprawieniu formy w drgania zrobiło za was cudo techniki. I tutaj zderzamy się z paroma poważnymi problemami. Postaram się wymienić je w kolejności: pieniądze, kasa, mamona, szmal, Sobieskie.

Rozpiętość cenowa za gotowy produkt oscyluje między 150-1600 złotych w zależności od modelu, producenta i samej mocy urządzenia. Formy HA mają długość ~14cm zaś średnica małych trzepaczek o blacie w kształcie koła wynosi 11cm. Interesujący mnie stolik o wymiarach przynajmniej 17x17cm w najtańszej opcji znalazłem za około 359 złotych. Sporo jeśli już zakupiliśmy formy i nie zamierzamy robić odlewów na skalę micro przemysłową zakładając sklepu z tym dziadostwem. Drogo. Za drogo za coś co docelowo miało mieć blat o szerokości 20x20-25 centów. No i lepiej mieć więcej miejsca na trzepaczce niż mniej bo gips i tak będzie się wylewał od czasu do czasu.

Postanowiłem zatem zrobić swój własny stolik.


Wygląda topornie, wykończenie nie powala, moc też podejrzanie niska ale ... na gipsie budowlanym z którego leję robi swoją robotę. No... tak w 75% ale o pozostałych 24% (to nie jest błąd z brakującym 1%) będzie w kolejnych wpisach. Jeśli wydaje się wam że owo maleństwo przerasta wasze możliwości konstrukcyjno-inżynierskie to informuję że skoro grafik który studiował socjologię dał sobie z tym radę, to jedynie brak rąk będzie dla was wymówką. Czy muszę dodawać że lutownicy nie użyłem ani razu?

Parę elementów miałem w domu, parę dokupiłem. Myślę że zamknąłem się w okolicach 100 zł. Jeśli będziecie zmuszeni zakupić WSZYSTKIE elementy, całość powinna wynieś ~130 zł . 35% najtańszej interesującej mnie opcji gotowego produktu. Albo po prostu jedna forma z wysyłką od Hirst'a gratis ;)

Zaznaczam że nie doktoryzowałem się czy do małych wibratorów protetycznych da się podkleić dodatkowy blat (np. z mdf'u / hdf'u) oraz przenieść drgania wyżej. Jeśli tak, byłaby to prostsza i zarazem gotowa alternatywa do tego, co będę chciał zaprezentować w kolejnym wpisie: "Co będzie potrzebne do zrobienia swojego własnego stolika".

21.03.2017

Frostgrave - Przeszkadzajki skrzynkowe

Cztery potykajko-przeszkadzajki które popełniłem do Frosta. Odlewy z gipsu budowlanego (fck yeah! - około 70g), trochę farb, szpachla budowlana z strzykawki, tufty i takie tam. Za radą Inkuba, słuszna co by nie mówić, postanowiłem zacząć na próbę ekspansje ziemi na podstawkach. Nie byłem przekonany do tego pomysłu póki nie położyłem testowych przeszkadzajek i ruin na docelowym białym stole 3x3. Jaka była pierwsza myśl?

-"Słabo... więcej ziemi potrzeba. Mnogo więcej!!!".



Co zaś się tyczy zachodzącego na ziemię śniegu.
Naprawdę ciężko jest zrobić doświetlone zdjęcie białej powierzchni tak żeby było widać głębie. Serio, mam z tym poważny problem. Może na poniższym zbliżeniu uda mi się pokazać jak to wygląda rzeczywiście na podstawkach. Patent którego używam to:

  • Maluję całą ziemie na kolor docelowy z wszystkimi drybrushami.
  • Nanoszę szpachle budowlaną strzykawką w postaci cienkich pasków na granicy styku podstawki i piasku.
  • Wygładzam szpachelkę BAARRRDDDZZZZZOOOOO mokrym i tanim pędzelkiem (z jakiegoś zestawu z farbami plakatowymi dla dzieci) tak by od strony ziemi było widać różnicę poziomów zaś by od szczytu do białej podstawki zrobić łagodne przejście.
  • Potem całość szpachli na biało gęstą Colorissim v33.
  • Bardzo delikatnie tym samym pędzlem wygładzamy farbę gdyby nie chciały zniknąć rowki po włosiu. Zazwyczaj znikają same gdy farba równomiernie rozleje się na powierzchni.

Kolory nieco skopane. Zdjęcie niedoświetlone. Klasyczne SNAFU.