03.08.2017

Figurkowy Karnawał Blogowy, edycja XXXVI : "Rany i obrażenia, których dostarczyło figurkowe hobby" - O przysłowiowy włos.


Na pierwszy rzut oka zdjęcie poniżej może sugerować nieudaną próbę samobójczą niestabilnego emocjonalnie nastolatka. Problem jednak w tym że "bycie nastolatkiem" definitywnie zakończyłem naście lat temu i nie była to próba samobójcza lecz... próba rozcięcia dwóch sklejonych podstawek.


Zdarzyło się to 17 sierpnia roku Pańskiego 2015.
Niespełna 2 lata temu. Tegoż wieczoru, autor bloga, postanowił oddać się czynności zwanej potocznie "odzyskiwaniem" podstawki. Podstawka, zrobiona z dwóch kółek HIPSowych wycięta cyrklem Olfy, nie przedstawiała żadnej większej wartości. Nie była to turbo limitowana edycja świętego Graala wydana u zarania dziejów GW a biorąc pod uwagę ilość czasu oraz materiału zużytego na nią, oscylowała w cenie około 25-35 groszy. Po prostu jestem leniwy i wpadłem na "świetny pomysł" że szybciej i lepiej będzie rozciąć to co mam, niż stracić kilka minut na powolnym kręceniu cyrklem (od którego bolą mnie palce). Po paru minutach doszło do mnie że prosto nie będzie no ale jak to u facetów. Powiedziało się A. Trzeba powiedzieć B.

Pamiętam że dokładnie sekundę przed tym jak ostrze noża modelarskiego wreszcie przeszło przez sklejone dwie warstwy pomyślałem sobie:

"Kurde. Chyba za dużo siły w to wkładam a ostrze powinno być zwrócone nie w tą stronę".

Sklejony HIPS ustąpił. Siłę nie udało się skontrować ani zmienić jej kierunku. Dziesiąte części, dziesiątej części sekundy. Poczułem delikatny ból, szczypanie i wewnętrzna część nadgarstka, bez zbędnych fajerwerków w postaci fontanny, szybko i metodycznie zaczęła pokrywać się krwią. Krwią pokryłem również całą drogę od biurka do umywalki. W łazience, na spokojnie chciałem zobaczyć "co ja właściwie k**** zrobiłem" ale panikująca żona i jej wrzaski przeszkadzały w obserwacji. Po paru minutach gdy naczynia krwionośne same się obkurczyły, żona która się już nieco uspokoiła, założyła opatrunek i zaciągnęła mnie na szycie na SOR.

Na SORze jak to o po 22:00. Z rozciętym nadgarstkiem czeka się 2 godzinki w zacnej atmosferze ludzi przy których boleściach i opowieściach człowiek stwierdza że w sumie nic mu nie dolega i powinien już wracać do domu. No ale wiecie, rozumiecie... żona pilnuje. Hydra jedna.

Wywołują nazwisko więc idę. Kładę się. Mówię co, jak i gdzie. Że przeciąłem skórę właściwą, krwawienie średnie. Że w sumie nie wiem czy szwy będą potrzebne i jeśli lekarz byłby tak miły i sprawdził czy w środku jakieś opiłki z plasticardu nie pozostały. Chirurga po chwili poznaję. Co prawda jest z innego szpitala... Facet kroił mnie kilka lat temu, może miejsce pracy zmienił? Zastrzyk, odkażenie, otwarcie rany, podłubanie, ukłucia od szycia. I zdania które wypaliły mi się w mózgu trwalej niż cokolwiek innego przez te wszystkie lata:

"Miał pan szczęście. O włos pan minął nerwy i ścięgna. Gdyby panu nóż poszedł milimetr dalej to bym panu już radził zapisy na rehabilitację z powodu utraty sprawności w dłoni." 

Zatkało mnie. Pierwszy raz tego wieczoru oblał mnie zimny pot. Lewą ręką się nie podcieram ale około 50-60% mojej pracy na sofcie graficznym to skróty klawiszowe obsługiwane właśnie lewą ręką... Kilka kolejnych dni to było prawdziwe piekło. Żona zakazała hobby dając jasno do zrozumienia że nigdy więcej żadnych ostrych narzędzi w domu nie chce widzieć. A o krojeniu plastikowych i metalowych ludzików to mogę już do śmierci zapomnieć. Zaś ja... nieśmiało sprawdzałem czy na pewno mogę zgiąć wszystkie palce w dłoni. Pierwsze dni po L4 również do lekkich nie należały. Nadgarstek rwał bólem po połówce przepracowanego dnia. Z czasem jednak wszystko wróciło do normy. Pozostała blizna.

Blizna stanowi przypomnienie jak z powodu lenistwa i głupoty omal nie spieprzyłem sobie dłoni. Przypomina również że:

Cokolwiek robisz, zastanów się 10 razy jak ułożyć ostrze, by nie było zwrócone w twoją stronę.

---

EPILOG:
Wspomniałem że poznałem chirurga?
Tak, to był chirurg z szpitala X, który właśnie skończył tam dyżur i przyjechał na "świeży" do szpitala Y. Kazali poleżeć, to leżę. Chirurg poszedł więc patrzę na jego asystenta. Cichy taki, minę ma nietęgą. Stawiam na zmęczenie i pytam:

- "Długo już ciągnięcie?"
- "Lepiej żeby pan nie wiedział."

14 komentarzy:

  1. Grubo! Ja na szczęście nie miałem jeszcze, aż tak drastycznych wypadków. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytanie które nurtuje ludzkość brzmi nie : "Czy to się zdarzy?" tylko "Kiedy to się zdarzy?" ;)

      Usuń
  2. Srogo, dobrze że nie było gorzej.

    OdpowiedzUsuń
  3. No brzmi dość drastycznie. Teraz mi się chyba będzie włączać lampka w głowie zawsze przy krojeniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby tak było, zawsze lepiej się uczyć na cudzych błędach niż swoich własnych.

      Usuń
  4. Blizny znaczą ciało wojownika figurek! Sława!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dość drastyczny przypadek - dobrze, że jednak - wskutek interwencji małżonki - nie odpuściłeś sobie tego SORu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żona by mi życie zatruła... Z miesiąc jak widziała nożyk modelarski choćby na biurku to była sroga bura.

      Usuń
  6. O kurczaczek! Dobrze, że się skończyło na widowiskowej szramie :|

    OdpowiedzUsuń